Król Olch i taka moja chwila - już czwartek

Witam serdecznie w czwartkowy pochmurny ranek z bardzo niskim ciśnieniem,no i zapowiedzią śniegu.
Jest minus trzy stopnie,ale podobno ma być pózniej plus trzy stopnie.
Śniadanko schrupałem,tym razem za eksperymentowałem z kawą.
Do mojego ulubionego kubka półlitrowego dodałem dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej ,plus trzy łyżeczki kakała dodałem przegotowanej gorącej wody i uzupełniłem dawką mleka.
Przyznam wyśmienity napój jak dla mnie,możecie sprubować,ja nie słodzę,ale można dodać miodu lub cukru do smaku.
Dzisiaj nasza wspomagająca nas nieszczęśników Krysia od Foki ma urodziny,mamy dla niej małą niespodziankę.
Lektura klango zaliczona.
Przyznam że Lotos swoim tematem na blogu kosmetyki i literatura sprawił mi przyjemność,a czytając Króla Olch miałem dreszcze na plecach.
Przypomniała mi się życiowa sytuacja,którą doświdczyłem na własnej skórze.
Była zima 1973-1974 śnieg,oblodzone chodniki.
Moja niespełna roczna córeczka chorowała na grypkę,no i zaaplikowano serię zaszczyków penicylinę.
Wieczorem przyjechała pielęgniarka i podała jej piąty już zastrzyk.
Gościnna kawa nasza i chwila rozmowy sprawiła że pozostała kilka chwil.
W pewnym momencie dziecko zaczęło płakać i dusić się.
To nie czas komórek i szybkiej pomocy karetek,daleko nam do tego jeszcze było.
Błyskwiczna ocena sytuacji pielęgniarki że to szok po zastrzyku i musi natychmiast otrzymać pomoc,zastrzyk adrenaliny do serca.
Ona wsiadła na rower i pojechała do lekarza,by przygotować go do akcji.
Do szpitala było za daleko.
Samochodu nie było.
Złapałem dziecko wtuliłem w ramionach i rozebrany w laciach przebiegłem ponad kilometr w mrozie,gołoledzi dotarłem do lekarza,który już czekał,by wykonać akcję.
Po drodze brakowało mi oddechu,nogi ślizgały się w laciach po lodzie i jakimś cudem dotarłem.
Na miejscu okazało się że pomoc nie była potrzebna,bo bieg ten i moje rytmiczne przytulanie córeczki okazały się dobrą reanimacją.
Wszystko dobrze się skończyło.
Tak ten Król Olch jakoś tak podziałał na moją pamięć i wspomnienie przed lat.
Życie to ciągła walka,a kruchość jego niesamowita,dlatego cieszmy się z dobrych chwil i przenikajmy je małymi radościami codziennymi.
Przydało by się teraz słońce,by ogrzało promykami życia.
Pozdrawiam serdecznie.

W spokojną środę leniwą - komputer dla homera - prawdziwy dzień mężczyzny

Witam serdecznie w środowy dzionek.
Jedzonko dzisiaj w zegarkowym czasie poukładane ,przyznam że ranek trochę dreszczami i potem zaskoczył,ale wapno i rutinoskorbin uspokoiło zakusy grypy.
Dalej słońce i zimno,w dzień znośnie minus dwa stopnie celsjusza,a w czesnym rankiem zimno minus osiem.
Jest nadzieja że będzie cieplej,bo do wiosny coraz bliżej.
Dzisiaj dzień mężczyzny i drugi raz od wczoraj życzenia składane nam dają podwójną radość,jeszcze nie czaję dlaczego dzisiaj święto czterdziestu męczenników,może i ja mam jakiś udział w tym?
Ciekawy wiersz Czesława Miłosza przedstawiła na swoim blogu Skrytkawitka.
W moim życiu pierwszy raz o nim słyszałem i trochę się nad tym zadumałem ,dlaczego dopiero teraz,jak się okazuje mało wiemy o histori.
Zaglądnijcie do Skrytkawitki fajnie opisane.
Dzisiaj cały dzień bez polityki.
Po śniadaniu jakoś tak fajnie nastroił mnie utwór “Alleluja”przez kobietę autorstwa chyba Coena.
Także w spokojnym rytmie dzionek mija .
Interesuje mnie dalej temat komputer dla homera i jakieś dobre dorady w tym względzie,bo czas składania wniosków nadchodzi.
Ciągle liczę na porady płynące z naszego środowiska,w końcu doświadczone i po przejściach he he he.
Dzisiaj w nocy muzyczna cyganeria w PRW Wrocław.
Ciekawe czy dzisiaj organizm nie zmusi mnie do snu,a chciałbym posłuchać.
Spacery po świeżym powietrzu nie wychodzą,bo opiekun kontuzjowany,a nikt inny się nie znalazł .
Ciekawi mnie program do nagrywania,jaki polecacie dla wersji dla niewidomego ?
Pozdrawiam ciepło.

Wtorek zzziiimmnno - Skrzek - Szpak - różne

Za oknem minus osiem stopni celsjusza,zzziiimmnnoo,ale słoneczko luka przez okieneczko :) Witam serdecznie w ten pracowity dzionek.
Śniadanko schrupane i część korespondencji zrealizowana,choć palce sztywnieją przy pisaniu.
To święto wczorajsze naszych kochanych Ew zakręciło w głowie całodziennym działaniem.
Nawet ulubioną audycję Józefa Skrzeka byłbym przegapił.
Józef zafundował Ewą dużą dawkę muzyki i ma wielki szacunek do nich,to tradycjonalista w poglądach kochający rodzinę,a bez kobiety ani rusz :) Przedemną jeszcze cały dzionek zdarzeń he he he.
No to mały pasztet od rana polecają.
Młody szpak w oxwordzie nie złe pawie malował he he he.
Oj ta walka wyborcza przez samych Angoli podesłana.
Czas na dobrą następną kawę i nadzieja że mróz zelżeje i jakiś spacer uskutecznić po mieście,jak znajdę przewodnika.
Na razie tyle.
Pozdrawiam
ps.Co sik mi klango od rana strajkuje,bo nie idzie się na serwerze zalogować,może to tylko u mnie,a może i was ?

Ósmy marca AD2010 najserdeczniejsze życzenia naszym kobietom składam w dniu kobiet

Witam serdecznie w poniedziałkowy poranek,jest mrozno,bo minus osiem stopni.
Słoneczko walczy z lekką mgłą.
Donoszą mi że biały śnieg cieńką warstwą pokrył otoczenie.
Chyba ze spaceru nici,bo niesprawność zawładnęła naszym światem.
Młody pomaszerował z radością do szkoły.
O dziwo, mimo niesprawności gipsu na nodze i dzisiejszego święta trafiło przedemnie moje ulubione pachnące,chrupiące ciepłe śniadanko,oczywiście pysk mi się śmieje,ale to pokazuje jak kobiety potrafią lepiej jak my walczyć z przeciwnościami.
W ten dzień ósmego marca składam wszystkim kobietą najserdeczniejsze wyrazy szacunku i mam maleńką prośbę kochajcie nas do końca świata,a może dłużej bośmy gatunek wymierający i bez was ani rusz.
Tymi barwnymi kwiatami dla Was niech będą te kolorowe moje słowa.
Oczywiście już żem po lekturze klango,miłych dla mnie treściach,ave dzwonu ósmej godziny,śniadanku,słucham głosu z Jasnej Góry i czuję ciepło przyjazne od połowy mojego skarba,który pisze mi ten tekst,a który dyktuję moimi zmysłami i nastrojem.
Przed nami cały dzionek i słodkie co nieco okazjonalnie kobiety zafundują.
Gotów jestem po omacku i na czworaka pójść po jakie dobre winko do sklepu he he he,by się kobietą podlizać he he he,a przy okazji jedną lampkę więcej wychylić.
Oczywiście bez ekscesów i wszystko w ramach przyzwoitości he he.
A więc chwilo trwaj i dobre znaki dawaj,by dzień szary kolorem zabłysnął,a nie jak bańka mydlana pobłyszczał i prysnął.
Pozdrawiam serdecznie i dobrego dnia życzę,a kobietą radości wszelakiej.

niedzielne zamiszanie z gipsem i inne drobiazgi

Witam serdecznie w niedzielny dzionek
niestety od samego rana zamieszanie noc niespokojna z powodów bulów z skrenconej kostki pojawił się bul i duży siniak sprawiał że decyzja czeba jechać do szpitala w kozlu.Znajomy aleksander zabiera danusię na izbe przyjęć prześwietlenie,gipsowanie,środki przeciw bólowe i jazda do domu.totalna dezorganizacja życia w domu.Zrobiło sie zimno bo nikt nie był w stanie obsłuzyc pieca C.O Mu dwa chłopy wypieszczone nawiet nie wiemy gdzie produkty spożywcz są w domu porozmieszczane.Udało się nam zrobic pyszne zapiekanki z twardniejacych bółek okazały sie pychotą z plasterkiem sera wędzliny i pieczarek.kilka dni i bedziemy wprawieni HE,HE,HE,HE.Nawet zaszczyki umiemy dawać postęp techniczny w szpitalu wielki zdjecie z rendgena trafia do kompa lekaża no i pacjet dostaje płytkę CD już jesteśmy w kompleće i już ciepło od tego samego się robi mlody się uspokojił bo niechciał żeby mama została w szpitalu bez niej ani rusz.Akurat przyjechali jarek i marcin z pudłami akustuycznymi i bedzie chwila neutralizacji stresów.Muza jest dobra na wszystko świat pokrywa cienka warstwa białego śniegu i jest trochę chłodny wiatr.Przydało by się uruchomić samowar i kilka kubeczków ciepłej cherbaty z rumem zaliczyć wszystko przed nami.Pozdrawiam serdecznie

Sobota - skręcona kostka - słońce - co sik słodkiego na sobotę

Witam w sobotni dzionek słoneczny,ale zimny,choć temperatura to zero stopni.
Poranna lektura klanga,no i trafiam na audycję o snach w zakładce ulubionych JK48.
Szukam tam jutrzenki warszawskiej stacji radiowej.
Cierpliwie czekam na pomoc od Adama w histori.
Poranny wesoły nastrój zapowiadał fajny dzionek.
No cóż skarby poszły na poranne zakupy,no i połowa skręciła nogę na kawałku kamienia klinca,który wystawał z nie utwardzonej jeszcze kawałka jezdni gdzie usówano awarię wodociągów.
Ledwo dokuśtykali do domu,oczywiście wszystko zostało postawione na głowie,śniadanko też.
Na razie leży z puchniętą kostką na którą nałożyłem ligninę z rościęczonym octem wieloowocowym i owinołem lekko elastycznym bandażem,no i delikwentka leży pod ciepłym,grubym kocem spokojnie.
Oby ustąpił ból i mogła działać,bo my dwaj jesteśmy bezradni w wielu sprawach.
Planowałem sobotni spacer,bo pogoda zachęcająca,ale wszystko pod znakiem zapytania.
A więc trenuję technikę pisania i polukam sobie do mediów na klango.
Na razie tyle,jak co to napiszę w komentarzach CDN… dnia dzisiejszego.
Pozdrawiam serdecznie i czas dzisiaj na jakieś co nieco słodkiego z jabłkami i cynamonem,miodem he he he.

Zimno minus pięć raniutko - słońce - śnieg - wiatr - spacer - komisja Olewnika - Blues jak cobra i dzieci polskie w piątek

Witam serdecznie w piątkowy dzionek.
Mrozny poranek minus pięć stopni,słońce budzi się rano i chyba spadnie śnieg,czuję w kościach.
Chrupiące śniadanko rozpoczyna dzionek.
Zaliczam mały spacer dookoła miasta i zaczynał padać śnieg i wiatr,który dużymi płatkami śniegu osadzał się na twarzach topniejąc.
Nie najprzyjemniejsze uczucie,ale zdrowe,bo gimnastyka połączona z elementami kriogeni he he he.
Po spacerze komisja Olewnika i przyznam podobało mi się wystąpienie pana Dziewulskiego,chyba najnormalniej obrazujące zaistniałą sytuację i połączenie różnych faktów w ocenę nieprawdopodobnej histori pracy policji.
Bardzo wiarygodnie brzmiało wystąpienie,no i porównanie zeznaniami Kalisza.
Mimo wszystko komisja pozwala na uświadomienie zachowań ludzi na wysokich stanowiskach.
Dobrze że rodzina Olewników jest dobrze sytuowana i stać ją na ponoszenie niewyobrażalnych kosztów tego dramatu i to przez tyle lat,co szary człowiek nie miał by szans w dochodzeniu do prawdy i to w okresie demokracji.
Te smutne chwile medytacji przerwała mi wizyta lidera grupy muzycznej ” blues jak cobra ” z Kędzierzyna- Kozla.
Kazimierz Pabiarz przypomina trochę Sławka Wierzcholskiego z” nocnej zmiany bluesa” he he he.
Trochę zaskoczyłem go moją niedyspozycją wzrokową,ale po kilku chwilach było wszystko już jak dawniej.
Szukając muzyków do swojego składu trafił do nas,no i kilka prób odbyło się .
Kazimierz to niepokorny pasjonata bluesa,zna wielu muzyków,w końcu Marek Raduli pochodzi z Kędzierzyna.
Pamiętam jak zaprosił mnie na swoje piędziesiąte urodziny trzy lata temu i zrobiłem fajny fotoreportarz z koncertu i opisałem go w okolicach bluesa.
Jeżeli macie ochotę poczytać o histori zespołu i kto w nim aktualnie gra to luknijcie na stronę : www.bluesjakcobra.com
Wspominaliśmy również fajne chwile starej gwardi.
Ciekawe spotkanie utalentowanego skrzypka Czternastka już nie stety świętej pamięci,ze skrzypkiem Janem Gałachem w Leśniczówce,gdy zagrali obaj przenikając się pomysłami jest fajną chwilką w histori muzy.
Miłe to były chwile i myślę że otwiera się nowa karta histori naszej i zaowocuje ciekawymi spotkaniami.
Radością trzeba się dzielić,bo nigdy jej nie zawiele.
Ciekawy utwór,którego inspiracją były losy obiecanek -cacanek zagranicznych luksusów.
Tak powstał utwór ” polskie dzieci “.
Qurka ciągle te dzieci w kolejnym temacie samoistnie układające się.
Pozdrawiam serdecznie życząc spokojnego wieczoru i nocy.

Normalnych ludzi coraz mniej śpiewa Estep Wikpisz - czwartkowe chwile

Witam serdecznie w czwartkowy dzionek.
Za oknem slońce,ale i szron na szybach samochodów i dziwne zjawisko termometr na wysokości czterech metrów wskazuje plus pięć stopni celsjusza.
Wyjście do ogrodu z rana i na parking doświadczyło mnie tym lodem.
Już pochrupiącym śniadanku,pysznym jak zwykle i ogrzewające ciało.
Jeszcze czuję dwudniowe zawirowania,którym poddaje mnie codzienność swoją nie przywidzialnością.
To czas stresu,gdy człowiek musi nie widząc naprawiać rzeczy trudne dla osób widzących.
No ale mam nadzieję że kolejne dni doświadczą pozytywnie.
Sięgnąłem po płytę Estepa Wikpisza - fajnego wokalisty,niezwykle spontanicznego i żywiołowego na scenie.
To wokalista zespołu z Rudy Śląskiej “Gangu Olsena” i “Obstawy Prezydenta “,których gościliśmy w domu,gdy trafili na imprezę miejską.
Na estradzie Estep zabrał małego kolegę Gabriela,Dawida,który w prezencie dostał organki od niego.
Wiem ile to znaczyło dla małego Dawida i to mnie właśnie wzruszyło.
Słucham jego utworu - “normalnych ludzi coraz mniej”zaczynających się od słów:

znów wyrzucił na ulicę wielkich miast dzieci,kto pokocha je,kto im da dom tutaj gdzieś
normalnych ludzi coraz mniej,świat pełen jest drapierznych chien
patrzę w twoją twarz,takie smutne oczy masz,znowu milczysz
nikt nie poda ręki ci,nie pomoże dzisiaj nikt tutaj gdzieś…
normalnych ludzi coraz mniej …

No cóż w drodze do święta Zmartwychwstania przychodzą chwile rozmyślania.
Przed nami cały dzień i zaleje nas ciągiem wydarzeń o których jak usłyszę to napiszę.
Pozdrawiam ciepło i serdecznie.

Wiosna na zmysły działa i miłością pała - spacer - poniedziałkowy duch

Witam serdecznie w ten poniedziałkowy zalany słońcem dzionek,za oknem plus dziesięć stopni celsjusza,lekki wiaterek,aż chce się żyć i pójść na spacer.
Czuję że miłość buzuje,bo zmysły wesołe na maxa.
Moje ulubione śniadanko przygotowane z miłością przez mojego skarba,bo inaczej by nie smakowało he he he.
Schrupałem łakomo,a do kawy dołożyłem nawet tabliczki gorzkiej czekolady,to magnez który poprawia nastrój.
Skąsik wiem że lotnicy w czasie wojny jedli czekoladę by mieć siłę i wolę walki z wrogiem,myślę że nie chodziło o powstrzymanie i zatwardzenie na czas lotu he he he,to taka druga strona medalu.
Ja nie walczę z wrogiem,ale dzielę się sobą i moimi radościami ze smutasami których nie brakuje w poniedziałek.
Przed nami spacer tajemniczy,bo opiekunka nie chce mi powiedzieć gdzie idziemy,oby to nie było na manowce he he he,a swoją drogą dam się uprowadzić i niech robi co chce ze mną he he he.
Mam mały przeciek że nie do parku,bo kupy psów jeszcze nie wyschły i czatują jak miny na pieszych he he he.
Jak wrócę to napiszę coś my wyrabiali,jak żeśmy spacerowali he he he.
Qurcze przydałby się dyktafon milewston 312,zabrałby człowiek w drogę i jaką poezją ucho szczepił he he he,ale narazie nic takiego nie mam i cierpliwie że może akcji dla homera wreszcie jakiś sprzęcik posiądę,bom narazie goły jak przysłowiowy turecki he he he.
No cóż przesyłam serdeczne pozdrowienia przyjaznym duszą i pięknego dnia życzę wszystkim.

Msza w radiu - pan fletnia - duchy - niedziela luz

Witam w drugą niedzielę postu AD 2010.
Dzionek słoneczny,wieczny,ciepło plus dziesięć stopni,a popołudniu nawet deszcz.
Fajna była msza w polskim radiu i z pięknym kazaniem.
Spacer do biedronki po ulubioną czekoladę i kilka drobiazgów zakończony sukcesem.
Poruszanie się po suchych chodnikach to już przyjemność po tych zlodowaceniach.
Resztki zalegają przy krawędziach,ale to naprawdę ostatki.
Miny podeschły i kruszą się pod podeszwami he he he.
Dzisiaj pan fletnia mnie ogarnęła i na fajny kawałek dobrego wykonania trafiłem .
Wzmacniać musiałem psyche znajomego,którego ostatnio dosięgają same kłopoty,tak to w życiu jest,że raz ja wspieram,a gdy one i mnie dosięgają to też dostaję wsparcie.
Znjomy opowiadał jak w nocy coś go za nogi łapało i szarpało nimi w nocy,zdarzyło mu się to drugi raz,nie dawno też słyszał jak w zamkniętej piwnicy coś trzaskało drzwiczkami od pieca CO,był zobaczyć ale wszystko było pozamykane.
Kolega przyniósł wodę święconą i skropił mieszkanie,narazie cisza.
Dziwne,bo był świadomy i zmysły go raczej nie oszukiwały,co wy na to ?
Piję sobie popołudniową kawę,podgryzam tabliczkę gorzkiej czekolady i zabieram się za lekturę klango.
Pozdrawiam serdecznie.

Następna strona »