Piękne słońce - wściekły pies - życie live….

Witam serdecznie w piątkowy dzionek 3 września AD 2010.
Za oknem słońce,a termometr pokazuje plus jedenaście stopni,będzie cieplej czuję to w kościach.
Wstaliśmy jak na komendę.
Dzisiaj łączymy długo spacer i odprowadzamy Gabriela do szkoły.
Rześkie powietrze i lekki wiaterek wita nas przy wyjściu z domu.
Po drodze rezerwujemy sobie pieczywo,by go nie targać niepotrzebnie,no i spacerkiem w promieniach słońca maszerujemy do szkoły na oraczach.
Szkoła odmalowana meldują mi i z dlaeka wita przyjaźnią.
Gwar dzieci wskazuje że szkoła żyje.
Chwile przed szkołą nadziałem się na wystający balkon na chodnik,ale łagodnie i już mam w pamięci mojego GPS.
Spotykamy Żanetę z Szymonem i Wiktorem w drodze do przedszkola.
Wybraliśmy spacer dalej do pracowni witrażowej Michała Cubra.
Trafiliśmy na Bena,okazało się że Michał pojechał do Achen na wystawę rzemiosła.
No cóż spacerujemy dalej.
Po drodze w oddali odzywa się głos dzwony ósmej godziny.
Często z miejsca,gdzie go usłyszałem robiłem fotki panoramy nszego miasteczka.
Wschodzące słońce pięknie oświetla w tej pozycji.
To takie wspomnienie.
Przy kamiennych schodach koło PKS,czuję zapach koszonej trawy,pokonujemy różnicę wzniesień i nie widać by ktoś kosił,okazuje się że koszą trawnik koło bloków na rynku i o dziwo mimo znacznej odległości wyczułem ten zapach he he.
No cóż człowiek nie widzi,ale węch ma i przyznam że dostarcza wielu ciekawych doznań.
Na rynku poczułem smażoną wątróbkę,gdy sikorka kupowała produkty śniadaniowe postanowiłem dalej kontynuować samodzielnie.
Obok galeri próbując przejść trafiłem na przeszkodę wykopu pod instalację gazową.
Błyskawiczna pomoc pani obsługującej parking na rynku uratowała mnie i wprowadziła na chodnik.
Zrobiła to bardzo profesjonalnie i chyba z wrodzoną zdolnością,gdyż nie było czasu na myślenie,tak to się szybko rozegrało.
Chiałbym jej tutaj za to podziękować.
Gdy dotarliśmy do domu i przygotowaliśmy śniadanko i z przyjemnością schrupałem moją całą porcję.
Nie muszę dodawać że spacer wzmógł apety,ale i wyostrzył przyjemność smakowania.
Miła wiadomość od Tami w necie z okolic bluesa,to piękna dawka pogodnej energi

****
Stanley-1 napisał:
Witaj Tami
Jak skleroza ze ślepotą się spotkają,to w kalendarzu nie źle mieszają.
Spóźnione,ale najlepsze życzenia,wielu małych radości spełnienia.
Życzą
Stan + Danusia + Gabriel
z domu pod Aniołem

Very Happy
Szczęśliwi z miasta G.
napisane czy nie, dobrze wiem, że z domu pod Aniołem, ciepło i życzliwość płyną ku mnie ciągłym, nieprzerwanym strumieniem…
Dziękuję
***

Telewizorni nie włączam,bo muli,wolę ten nasz zakręcony świat małych radości codziennych,którym się z wami dzielę.
Spokojna noc dopiero nad ranem miałem dziwny sen,gdy spokojnie szliśmy ulicą przechodząc obok jakiegoś domu usłyszałem dźwięk otwierającego się elektrycznego zamka i z furtki wyskoczył wilczur z pianą na pysku, zajadle atakując nas.Skutecznie broniłem się moją białą laską,nie bałem się i udało się.
Gdy ubierałem buty na spacer,to ubrałem je na odwrót he he
Po powrocie z pięknego spaceru zadzwonił Janek Kataryniarz z pod kapliczki za Koszęcinem, przekazując bardzo pozytywną energię i zapodał mi przez telefon słuchawki Józefie Twoje koło histori.
Miałem ciary na plecach.
To taki cudowny moment dziwnych różnych zdarzeń.
Gdy Janowi opowiedziałem sen z psem,to odpowiedział że według sennika będzie to dobra wiadomość .
Cóż więcej w piątek słoneczny można chcieć.

Czwartkowe nieśmiałe słoneczko - spacer do parku - życie live..

Witam serdecznie,dzisiaj czwartek 2 września AD 2010.
Zimnawo,bo plus dziesięć stopni celsjusza,lekki wiaterek tchnie świeżością,słoneczko gra w chowanego z chmurkami i raz grzeje pełnym blaskiem,a raz cień chmurki chłodzi.
Poranna pobudka,dziś śpiochów nie ma,szkoła wyznacza rytm i trzeba do niej na ósmą godzinę trafić zwarty i gotowy.
Bez stresowo od rana i mały spacerek powoli za sikorką,bo szybciej poszła po bułeczki do pana Ferca.
Pyszne to bułeczki,bo i nasz ksiądz proboszcz je lubi i osobiście rano dokonuje zakupu.
To fajne w tej małomiasteczkowej społeczności.
Łyk powietrza świeżego i maleńka gimnastyka apetyt wzmaga i ślinkę połykam he he.
Śniadanko chrupię dzisiaj bez orzechów włoskich,bo po prostu brakło,ale jutro przywiozą.
Pięknie brzmiał dzwon ósmej godziny swym dźwiękiem z rana.
Dobre warunki akustyczne natury.
Dzisiaj szklanka pysznego kaka,aromatem i mocą głaszcze zmysły i napełnia energią pogodną.
Telewizorni nie włączam,by nie drażnić,wolę RM i kilka jeszcze fajnych stacji, eM Katowice, plus Opole.
Za chwilę wybieramy się do parku na spacerek,by kilka smakołyków nazbierać dla naszego królika Łatki.
Lubię go trzymać w dłoniach i głaskać.
Odkładam na bok słuchawki z muzyką,bo uwielbia przegryzać kable do nich,widocznie zazdrosny o muzykę ha ha i woli by skupić się tylko na nim.
Akurat rozpoczął zrzucanie futerka i leni się,co zapowiada nadejście chłodniejszego czasu.
Natura ma swoje prawa,nawet w klatce i w domu.
Bardzo go lubię,jak liże mnie swoim delikatnym języczkiem,ciekawe że robią to wszystkie zwierzęta,które dotykam.
A więc czas na spacer.

zimna środa - rocznica wojny - Wałęsa przegrał - Nowepaństwo - życie live…

Witam serdecznie w środowy szary dzionek 1 września AD 2010.
Dzisiaj za oknem w ogrodzie plus dziesięć stopni celsjusza.
Rozpoczął się rok szkolny,no i Gabriel wstał wcześniej jak nigdy przygotował się i pomaszerował na mszę dla uczniów do kościoła parafialnego ŚW. Bartłomieja.
Oczywiście dumny że idzie do szkoły,na galowo i chciał iść sam.
Dostałem od niego dziubka na pożegnanie,bo robi to przy każdym wyjściu i lubię to bo to taki fajny partnerski układ.
Przytulamy się w trójkę rano i każdy idzie do swoich zajęć.
Dzisiaj nawet śniadanko przestawiłem na późniejszą chwilę.
Jakiś taki fajny kosmos z rana,bez telewizorni w domu występuje.
Dzisiaj rocznica wybuchu drugiej wojny światowej 1 września AD 1939.
Kolejna data w histori eksterminacji narodu Polskiego,które jak klątwa ciągnie się przez historię.
Ciągle trzeba walczyć i pokonywać trudy istnienia,czy to się kiedyś skończy i będziemy żyć w normalnym kraju?
Dzisiaj pogrzeb Brata Franciszkanów Jan Róg.
Uroczystości pogrzebowe i msza u oo Franciszkanów.
Gabriel wrócił ze szkoły zadowolony i jutro ostry start i siedm godzin lekcyjnych.
Dzisiaj jeszcze luz.
Z wiadomości, ciekawy wyrok na niekorzyść Lecha Wałęsy.
Poniżej cytuję
****
Wałęsa przegrał w sądzie

Krzysztof Wyszkowski, były działacz Wolnych Związków Zawodowych, mówiąc o domniemanej przeszłości agenturalnej Lecha Wałęsy, nie naruszył dóbr osobistych byłego prezydenta - orzekł wczoraj Sąd Okręgowy w Gdańsku. Tym samym sąd oddalił powództwo Wałęsy.

Krzysztof Wyszkowski 16 listopada 2005 roku powiedział na antenie telewizyjnej, że były prezydent ma agenturalną przeszłość. Tego samego dnia Lech Wałęsa otrzymał status pokrzywdzonego od Instytutu Pamięci Narodowej i zadeklarował wówczas, że od tej chwili będzie pozywał do sądu ludzi, którzy będą utrzymywać, że był on współpracownikiem komunistycznych służb. Na sali sądowej w czasie odczytywania wyroku nie było ani Wyszkowskiego, ani Wałęsy - reprezentowali ich pełnomocnicy.
Doktor Sławomir Cenckiewicz, historyk i autor książki o Lechu Wałęsie “SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” powiedział, że jest zadowolony z takiego wyroku. - Po wielu miesiącach, czy nawet latach, walki o prawdę myślę, że jest to sytuacja bez precedensu. Oznacza to, że od tej pory każdy, kto powie to samo, co powiedział Krzysztof Wyszkowski, czyli że Lech Wałęsa miał w swoim życiu okres współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i nosił pseudonim “Bolek” oraz przyjmował za swoją agenturalną działalność pieniądze, nie naraża się na odpowiedzialność karną - stwierdził dr Cenckiewicz. - Ja mam podwójną satysfakcję, ponieważ po pierwsze, pisałem książkę na ten sam temat, to znaczy na temat, który był przedmiotem tego procesu, a po drugie, byłem jednym z trzech świadków w procesie i starałem się przyczynić do tego, by wyrok właśnie tak brzmiał - dodał historyk. W jego opinii, absencja byłego prezydenta na poniedziałkowym uroczystym zjeździe “Solidarności” mogła być związana właśnie z wyrokiem, który wczoraj zapadł. - Lech Wałęsa z całego toku procesu wywnioskował prawdopodobnie, że sytuacja może być dla niego bardzo niekorzystna - uważa historyk.
Sąd okręgowy w uzasadnieniu wyroku powołał się na orzeczenie Sądu Najwyższego z listopada 2000 roku, w którym uznał on, że ustalanie faktów historycznych nie jest rolą sądów. Sąd nie rozstrzygał, czy zarzut dotyczący współpracy Lecha Wałęsy z SB jest prawdziwy. Krzysztof Wyszkowski ma prawo wyrażać taki pogląd, ponieważ Lech Wałęsa jest osobą publiczną, która powinna godzić się na to, że jej życiorys jest przedmiotem badań historycznych.
Paulina Jarosińska
****
A teraz ciekawa strona Nowepaństwo prezętacja strony
****

* Strona główna
* Redakcja
* Artykuły
* Reklama
* Gdzie kupić?
* Kontakt

NA POCZĄTEK

Triumf mózgożerców

Nowe komunistyczne elity były przede wszystkim wdzięczne za awans i przestraszone możliwością natychmiastowej degradacji. Pokolenia ich następców funkcjonowały w myśl tych samych mechanizmów. Formalny koniec komunistycznej władzy w najmniejszej mierze nie oznaczał rozerwania tego błędnego koła. System trwał i miał się dobrze, bo jego koniec oznaczałby kompromitację wielu ówczesnych autorytetów, ich mistrzów i w końcu - ich uczniów.

Autor: Katarzyna Hejke

czytaj więcej…

DOSSIER

Od Miecugowa do Miecugowa. “Zabierz babci dowód” pół wieku wcześniej

Satyra “musi być wycelowana w odpowiednim kierunku i przybrać charakter wychowawczy. Musi znać wroga i chłostać go” - przemawiał towarzysz Jerzy Borejsza z KC PPR w czasie I Ogólnopolskiego Kongresu Satyryków w Warszawie 8 września 1948 roku. Postulował, by satyrycy odeszli od nazbyt wymyślnych przedwojennych skamandryckich kalamburów, szmoncesu i “śmiechu dla śmiechu”. Nowa satyra miała być zrozumiała dla milionów i zwalczać - w imię młodości, radości i nowoczesności - przestarzałą mentalność, moralność i ideologię. Gdyby Borejsza - wbrew swemu materialistycznemu światopoglądowi - zmartwychwstał w 2009 roku, byłby zdziwiony tym, jak znakomicie zrealizowano jego postulaty.

Autor: Piotr Lisiewicz

DOSSIER

Idee mają konsekwencje

Wedle starożytnych istota człowieka i jego dusza są tym samym. Dusza to czynnik określający nasze myślenie, percepcję świata, to gwarant naszego istnienia, fundament antropologii. Dziś widzimy, że jego zastąpienie pojęciem “psychika” sprawia, iż ludzkość zamienia się w konglomerat androidów.

Autor: Paweł Paliwoda

DOSSIER

Demiurdzy III RP

Autor: Leszek Misiak

WYWIAD

Demony manipulacji - wywiad z Markiem Migalskim, doktorem politologii i eurodeputowanym PiS

“Każdy, kto ma więcej niż 40 lat, żył w PRL i szedł na jakieś kompromisy z władzą. Dla mnie było to na przykład śpiewanie w szkole komunistycznych piosenek. Świadomość takiego konformizmu postkomunistyczna lewica wykorzystała jako fantastyczne narzędzie manipulacji. Wmówiono bowiem przeciętnym Polakom, że są oni tak samo odpowiedzialni za zło systemu komunistycznego jak gen. Kiszczak czy gen. Jaruzelski”.

Autor: Filip Rdesiński

czytaj więcej…

WYWIAD

Szansa dla Eu-ropy

Autor: Jan Matkowski

WYWIAD

New Age z pobożną etykietką

Autor: Olga Doleśniak-Harczuk

IDEE

Układ z “układem” czy porozumienie z przegranymi?

Ze zróżnicowania elektoratu PO na przegranych i wygranych płyną praktyczne wnioski dotyczące przyszłego porozumienia politycznego. Tego porozumienia trzeba szukać wyłącznie z przegraną częścią elektoratu PO. Nie z całym PO, w którym pakiet kontrolny mają prawdziwi zwycięzcy, czyli “układ”.

Autor: Andrzej Waśko

IDEE

Ile PRL w III RP

Chciałabym zrozumieć, dlaczego tak wielu moich młodych współpracowników w Polskiej Akademii Nauk i na uczelni, którzy mają trzydzieści parę, czterdzieści lat, tak łatwo akceptuje mechanizmy życia społecznego dysfunkcyjne dla demokracji i dla interesów naszej wspólnoty? Skąd się bierze narastające przyzwolenie na niedoskonałość demokracji?

Autor: Barbara Fedyszak-Radziejowska

czytaj więcej…

IDEE

W niewoli obiektywnego umysłu

Triumf poprawności politycznej polegał na skutecznym posegregowaniu poglądów na lepsze i gorsze. Wyznając pewne poglądy, mamy się wstydzić, zastanawiać, czy nie przesadzamy, albo czuć się mocno odizolowani. W przypadku poglądów przeciwstawnych mamy poczucie uczestniczenia w głównym nurcie wydarzeń, bycia człowiekiem oświeconym, idącym razem z ludźmi, którzy są po prostu normalni.

Autor: Tomasz Sakiewicz

czytaj więcej…

IDEE

Język upadłej polityki

Autor: Mateusz Matyszkowicz

OPINIE

Manipulacja codzienna jak chleb powszedni…

Autor: Ryszard Czarnecki

HISTORIA

Odwilż jako taniec w maskach albo choreografi a peerelowskich przełomów

Autor: Mariola Dopartowa

HISTORIA

Czekając na Mołotowa

Autor: Bohdan Urbankowski

RETROSPEKCJE

Logika młyńskiego koła

Autor: Józef Mackiewicz

RETROSPEKCJE

O chorobie wolnej prasy na Zachodzie

Autor: Jan Ulatowski

RETROSPEKCJE

Dwie Polski?

Autor: Piotr Skórzyński

RETROSPEKCJE

Europa jako mit

Autor: Piotr Skórzyński

Z RÓŻNYCH STRON

Wielkie mity wielkiego kryzysu

Autor: Lawrence W. Reed
Fragmentem książki “Wielkie mity wielkiego kryzysu”

Z RÓŻNYCH STRON

Wolność pod ostrzałem

Autor: Ron Paul
Fragment IV rozdziału
- Pieniądz porządny to pieniądz złoty
- z książki “Wolność pod ostrzałem”

Z RÓŻNYCH STRON

Obama - fałszywy prorok

Autor: Jon Voight
Przemówienie na dorocznym spotkaniu republikanów w Waszyngtonie,
8 czerwca 2009 roku
tłum. Grzegorz Wierzchołowski

ŚWIAT

Stara Europa, dynamiczny islam

Autor: Jacek Kwieciński

ŚWIAT

Wyedukuj mnie, geju!

W XVII wieku prosty lud pruski odmawiał posyłania swych córek do szkół z obawy przed ich demoralizacją. Wprowadzony 100 lat później przymus szkolny już nie tolerował odmowy. Powszechna edukacja stała się sposobem na kanalizowanie i kształtowanie postaw społecznych. O tym, że szkoła może być rewelacyjnym nośnikiem propagandy, wiedział Bismarck, ale dopiero Hitlerowi udało się w pełni wykorzystać ten potencjał. Kto by pomyślał, że geje i feministki prześcigną Führera.

Autor: Olga Doleśniak-Harczuk

ŚWIAT

Wszystkie nitki prowadzą do Moskwy

Autor: Antoni Rybczyński

ŚWIAT

Polskie sny o potędze

Autor: Jadwiga Emilewicz

Nowe Państwo 2/2009

Reklama

Zareklamuj się w kwartalniku
Nowe Państwo

Informacja:

>

Rejtan Sp z o.o.
tel. 0 22 833 06 96

Monika Chabior
tel. 0 608 397 902
monika.chabior@rejtan.org

Copyright © by Nowe Państwo
Created by agencja reklamowa e-mouse interactive
****

Zimny i deszczowy wtorek - koniec wakacji - solidarnościowa msza w gdańsku - piąta rocznica radia derf - życie live…

Witam serdecznie w wtorkowy dzionek 31 sierpnia AD 2010.
Od rana leje,a o słońcu pomarzyć,a na termometrze plus dziewięć stopni celsjusza,więc nie ma co liczyć że będziemy się pocić i smarzyć he he.
Ciepła katanka z przyjaznej i ciepłej dla ciała tkaniny robi za słońce co grzeje.
Śniadanko schrupane z wybuchowym sokiem z sokowirówki.
Kawa będzie później lub szklanka kakao,by szarość przełamać uśmiechem.
Na razie poczytałem blogi na klango,oczywiście nie wszystkie bo nie da rady,trochę się napisałem i pokomentowałem.
Ciągnie mnie co sik do ciepłego gniazdka i chętnie bym się przytulił i powylegiwał,bo o spacerze narazie pomarzyć.
Ciekawym co było powodem wczorajszego bicia dzwonu ósmej godziny wieczorem,który obwieszcza zawsze jakąś wiadomość,normalnie brzmi zawsze o ósmej rano.
Dzisiaj ostatni dzień wakacji i historycznie kończy się pierwszy miesiąc Powstania Warszawskiego z lata 1944 roku.
Dzisiaj to 5 rocznica istnienia radia derf grającą muzykę bluesową.
Radio jest ze Śląska a pomysłodawcą derf.
Pasjonata muzyki z wielką encyklopedyczną wiadomością.
Wspiera go grópa znajomych z zakręconym bluesem mieliśmy okazję w trzecią rocznicę przeżyć pod dachem naszego domu to było niesamowicie kameralne spotkanie na które przyjechał z Krakowa Paweł Ostafil i Paweł Ścierański.
Była Karolina Cygonek Asia Kaniol Dominika Bożena Jerzy Andrzej Kanczenkonga Derf Agnieszka Architekt i świetnie tłumacząca teksty Barnej Guzik z Wrocka bogata osobowość foka krysia i jeszcze kilkanaście osób które moja skleroza nie pozwala mi przypomnieć niezapomniane było zwiedzanie naszego miasteczka
Goście byli zauroczeni a nasz Zamkowy kustosz Longin oprowadził ich po zamku.ma swuj nie powtarzalny styl i kocha swoje zajęcie i robi to społecznie.
Mimo chorej nogi pokonuje schody i podziemia opowiadając barwne swojej interpretacji chistorie.
W śrud fajnych chwil jedna mnie zauroczyła gdy spakowani artyści jeszcze dopijali herbatę dałem pawłowi ścierańskiemu gitarę,którą kiedyś podarował mi Milan z grupy 3 for 3.
Paweł zagłał a Karolina zaśpiewała wszystko przypadkowe z serca to było nie powtarzalne muzyka tekst po prostu bajka
Mile wspominam te chwile i morze szusta rocznica u nas ?
Dzisiaj rocznicowa msza uroczystośći w Gdańsku
****
Z okazji XXX-lecia powstania NSZZ “Solidarność” w dniu 31 sierpnia br. organizowane są uroczystości rocznicowe w Gdańsku:
- godz. 12.00 - uroczysta Msza Święta na Placu Solidarności oraz odsłonięcie dwóch tablic pamiątkowych poświeconych Śp. Henrykowi Lenarciakowi (przewodniczącemu Komitetu Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku) i Śp. Ks. Prałatowi Henrykowi Jankowskiemu;
- godz. 21.00 - widowisko multimedialne.
Zarząd Regionu Ziemi Łódzkiej NSZZ “Solidarność” organizuje wyjazd dla członków Związku, którzy chcieliby wziąć udział w tych uroczystościach. Wyjazd do Gdańska nastąpi w dniu 30 sierpnia o godz. 23.00 z al. Anstadta w Łodzi. Koszt wyjazdu wraz z ubezpieczeniem - 21 zł od osoby. Poczty sztandarowe wyjeżdżają na koszt Zarządu Regionu. Nasz Dzienijk z dnia 1 weześnia napisał,cytuję

****
Byli uczestnicy Sierpnia ‘80 związani teraz z Platformą Obywatelską i Partią Demokratyczną domagają się odebrania “Solidarności” prawa do organizowania kolejnych rocznic podpisania Porozumień Sierpniowych i przekazania go rządowi

Władza nie uhonorowała zwykłych ludzi

- Kłamca, kłamca, uwłaszczyliście się na naszej krzywdzie! - krzyczeli związkowcy NSZZ “Solidarność” do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza oraz Bogdana Lisa, którzy przed historyczną bramą Stoczni Gdańskiej wygłaszali apel do władz państwowych o wzięcie odpowiedzialności za organizację obchodów Sierpnia ‘80.

Związkowcy na czele z Karolem Guzikiewiczem z NSZZ “Solidarność” Stoczni Gdańskiej przerwali konferencję prasową Bogdana Borusewicza, Bogdana Lisa (działacza Partii Demokratycznej) oraz Jerzego Borowczaka (radnego PO z Gdańska) po tym, jak w odczytanym apelu do rządu stwierdzili, że “jedyna oficjalna uroczystość zorganizowana w 30. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych zakończyła się kompromitacją”, a “obecna ‘Solidarność’ poza znakiem graficznym nie ma nic wspólnego z tradycjami Sierpnia i odwagą jego przywódców w stanie wojennym”. - To jest przykre, że chce się zakłamać historię, właścicielem znaczka “Solidarność” jest sama “Solidarność” - mówił wzburzony Guzikiewicz. Związkowcy weszli w ostrą dyskusję z sygnatariuszami apelu. - Był pan w wojsku, jak my strajkowaliśmy - zwrócił się w pewnym momencie do Guzikiewicza Borusewicz. Związkowiec odparował marszałkowi, że ten zdradził ideały związku. Gdy historyczni przywódcy “Solidarności” chcieli się wycofać, związkowcy zaczęli za nimi krzyczeć: “Nie uciekajcie, uwłaszczyliście się na naszej krzywdzie!”. Guzikiewicz tłumaczył potem dziennikarzom, że był w wojsku tak jak każdy młody chłopak w Polsce z uwagi na obowiązkową służbę wojskową.
- Nikt i nic, żadna siła na tym świecie nie odbierze nam prawa organizowania zjazdów, uroczystego zjazdu “Solidarności” i organizowania Mszy św. - stwierdził w Gdańsku przewodniczący NSZZ “Solidarność” Janusz Śniadek, reagując na apel m.in. Wałęsy i Borusewicza. Dodał jednak, że “nic nie stoi na przeszkodzie, by władze państwowe angażowały się w organizowanie uroczystości związanych z rocznicą Sierpnia”. - Nie zrobili nic, a dzisiaj pisze się apele, że powinni byli jednak coś zrobić. Tak naprawdę marszałek Senatu to trochę pisze apel do samego siebie - zauważył Śniadek. - Któż ma przejawiać pewne inicjatywy i aktywność, żeby zorganizować coś godnego, jak nie on, tak bardzo związany z Sierpniem - mówił dalej Śniadek.
Nawiązując do pierwszego dnia obchodów, szef “Solidarności” podkreślił, że jest zniesmaczony tym, że psuje się atmosferę tego święta. - Nie uszanowano przy tym święcie ludzi, którzy ponieśli ofiarę; to święto powinno być pochyleniem głowy przed nimi, elity władzy powinny pochylić głowę - mówił Śniadek. - Elity nie uszanowały ludzi i to jest mój wielki ból w tym dniu - dodał. Krytycznie ocenił wystąpienie Henryki Krzywonos. - Jej wystąpienie na pewno nie było apolityczne, wystąpiła z pouczeniem, karceniem - zwrócił uwagę. - Pani Krzywonos została wykorzystana przez władze - stwierdził z kolei Guzikiewicz. - “Solidarność” musi być niezależna od władzy, a Krzywonos jest zaangażowana politycznie w Platformie Obywatelskiej w Gdańsku - dodał.
- Myśleliśmy, że ta rocznica będzie łączyć…. - ubolewał Karol Guzikiewicz, wskazując, że podczas strajku “Borowczaka tu nie było, a Borusewicz pukał się w głowę, co ta młodzież chce”.
- Trudno mieć pretensje, że ludzie się tak zachowują - mówił Śniadek, odnosząc się do gwizdów po przemówieniu premiera Donalda Tuska podczas zjazdu “Solidarności”. Zwrócił uwagę, że gdy premier wyszedł na mównicę, powiedział, iż mamy dwie “Solidarności”, a tuż przed wystąpieniem oglądał film o jednej “Solidarności”. Wczorajsze wystąpienie premiera od początku było prowokacją - uważa Guzikiewicz.
W ramach obchodów 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych na placu Solidarności w Gdańsku została odprawiona Msza św. dziękczynna. Uczestniczyło w niej około trzech tysięcy osób, na czele z władzami NSZZ “Solidarność”, przedstawicielami związku z całego kraju. Nabożeństwo koncelebrowało kilkunastu biskupów pod przewodnictwem Prymasa Polski ks. abp. Józefa Kowalczyka.
W homilii metropolita gdański ks. abp Sławoj Leszek Głódź powiedział, że należy dziękować za “Solidarność”, za jej etos pracy, za trwanie przy wartościach ojczystych i tradycji narodowej.
- Ale trzeba zapytać: czy skończył się czas budowania wolności i czy ten dom jest domem sprawiedliwości? - pytał ksiądz arcybiskup. - Nie skończyła się misja “Solidarności” w 1989 r., bo nie ma wolności bez sprawiedliwości, tak jak nie ma sprawiedliwości bez wolności. Nie ma też wolności i sprawiedliwości bez solidarności - dodał.
Metropolita gdański wspomniał zmarłych tragicznie w katastrofie pod Smoleńskiem. - Zginęli w niej także ludzie “Solidarności”, prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Lech Kaczyński służył jej od początku - podkreślił. - Zabiegał, aby Polska stała się nie tylko domem, ale domem sprawiedliwym. Na drodze napotkał także wiele niegodziwości, często nikczemnych ocen - dodał.
Wśród zgromadzonych oprócz transparentów związkowych widoczne były też dwa transparenty z hasłami: “Tu była zbrodnia” i “Gdańsk przeprasza za L. Wałęsę”.
Po Mszy św. odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą zmarłemu w lipcu ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu, byłemu proboszczowi kościoła Świętej Brygidy w Gdańsku, oraz Henrykowi Lenarciakowi, przewodniczącemu Komitetu Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców.
Zenon Baranowski, Gdańsk
****

Poniedziałek zimno +12 stopni C - sierpniowa rocznica - życie live

Witam serdecznie w poniedziałkowy ranek 30 sierpnia AD 2010,który przywitał nas chłodem,plus dwanaście stopni celsjusza i świat zmoczony deszczem.
Wieje mocny wiatr,słoneczko powoli przebija się przez chmury.
Pogodna msza z pięknym kazaniem w RM przed godziną ósmą i świetnie śpiewającą i grającą organistką to lekarstwo na duszę.
Spacerek po produkty na poranne śniadanko,to mała gimnastyka na świeżym powietrzu.
Mała dawka śpiewu Magdy Anioł i chrupię śniadanko.
Cholewcia kawa dzisiaj ostygła,bom za bardzo i długo składem w miseczce się delektował.
Telewizornia narazie oszczędzana i nie uruchomiana.
Dzwon inaczej brzmiał po deszczu.
Wybieram się na drugi spacer i trzeba się trochę cieplej ubrać,bo w klapkach trochę zimnawo.
Nici z basenu i kąpieli,ale to chyba nie koniec jeszcze.
W środę już do szkoły,która podobnie jest pięknie odnowiona i pomalowana,tak mi donieśli he he.
Niech dzieci mają fajną szkołę,bo trochę życia w niej spędzają.
Czas rocznicowy podpisanych porozumień sierpniowych z przed trzydziestu lat przypomina o tym co się udało,a co nie,by wywalczyć ludziom pracy,czy są zadowoleni? i czy spełniły się ich oczekiwania?,czy kolejny raz zostali nabrani i wykorzystani?

Niedziela odpustowa - bliżej siebie - Leszek Kopeć - Józef Skrzek - życie live ..

Witam serdecznie w pogodny dzionek sierpniowej niedzieli 29 sierpnia AD 2010.
Od rana słoneczko niemrawo wstaje,bo chmurki wyścielone na niebie.
Na termometrze plus piętnaście stopni celsjusza.
Znowu ranek podzielony małym chrapnięciem w czasie którego mistrz od naleśników dopisał swoje myśli z rana a najbardziej mnie zaciekawiła postać pawiana.
Ma on swoje przemyślenia często humorem przeplatane.
Śniadanko schrupane ze smakiem,a Gabriel pomaszerował na mszę do oo. franciszkanów,by służyć do ołtarza i wziąść komunię po piątkowej spowiedzi.
Ja słuchałem mszy w radiu.
Po kościele pomaszerowaliśmy pooglądać stragany odpustowe rozstawione przy kościele parafialnym Świętego Bartłomieja.
Dziś niedziela odpustowa i to taka mała atrakcja dla wiernych,dobrze że nie pada deszcz.
Jeszcze później wybierzemy się wszyscy.
Dzisiaj audycja Józefa Skrzeka w radiu eM Katowice 107,6 MH. o godzinie dwudziestej.
W nocy audycja w PRW Wrocław “Bliżej siebie”, którą prowadzi Leszek Kopeć.
Prowadzi on również w środę nocną audycję muzyczna cyganeria o której często wspominam.
Podzieliłem się tymi wiadomościami z Eweliną77 i po odsłuchaniu audycji,jej słowa cytowane poniżej są najlepszym świadectwem trafionego klimatu.
****
Oprócz tego osłuchałam się jeszcze z Radiem Wrocław i tak polubiłam Cyganerię Muzyczną, że stałam się nałogowcem tej audycji.
polubiłam Leszka Kopcia do tego stopnia, że nawet wciągnęłam się w niedzielną audycję pod tytułem “Bliżej siebie” i jak którąś z tych audycji przegapię, to po prostu jestem niepocieszona. A ostatnio najfajniejszą piosenką z niedzielnej audycji była piosenka o miłości śpiewana przez duet Wiesława Ochmana i Kobietę- nie pamiętam danych personalnych. Świetna piosenka.
***

Tym wspominanym duetem jest Ochman i Eleni w tytułowym utworze ” Bez Ciebie świat”,bardzo to fajnie to śpiewają.

Sobota - zimno + 13 stopni C - Wspomnienie Anna walentynowicz - życie live .

Witam serdecznie w sobotni dzionek 28 sierpnia AD 2010.
Tego dawno nie było plus trzynaście stopni,lekki wiatr, bez słońca i pada deszcz.
Chyba nici z dzisiejszej imprezy zakończenia lata na basenie miejskim,wielka szkoda.
Liczyłem że pogoda sprawi nam miłą niespodziankę.
Dzisiaj mnie nad ranem jakieś licho obudziło i poczytałem sobie trochę na klango na spokojnie.
Troszkę ochłodniałem przy kompie i wróciłem do ciepłego gniazdka,gdzie sobie chrapnąłem i późno wybudziła mnie sikorka podkładając pod nos pachnącą ciepłą chrupiącą kanapkę.
Wstałem no i pochrupałem wszystko,ale jestem trochę otumaniony,bo gps jeszcze ma wachania he he.
Nowy dzień,nowa wiara i nadzieja na dobry dzień i historię dnia.
Jakoś tak pomyślałem o trzech słowach z histori,które łączyły ludzi pod wspólnym sztandarem,Bóg,Honor i Ojczyzna.
Zawsze to pomagało z calać i jednoczyć.
Brak Boga i profanacja świętości czyni świat gorszym,co widać w mediach i w życiu wokół nas blisko.
Błysk wczorajszych wpisów Eweliny77 zaraz dodaje uśmiechu w ten słotny dzionek,a do jesieni jeszcze kawałek i bez słońca i ciepła się nie obejdzie.
czas 30 rocznicy po rozumień sierpniowych AD 1980 każe przypomnieć tą skromną kobietę solidarności która na łamach wielu medi nie gośći.
A to poniżej z www.bibula.pl cytuję
****
Anna Walentynowicz - Matka “Solidarności”
Aktualizacja: 2010-08-27 10:03 pm

Zmarła tragicznie w smoleńskiej katastrofie lotniczej Anna Walentynowicz była przede wszystkim symbolem Sierpnia ‘80 i “Matką Solidarności”. I rzeczywiście była ikoną polskiej walki z komunizmem. To właśnie dla niej 14 sierpnia 1980 r. zastrajkowali robotnicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

Już dwa dni później ratowała ten strajk po tym jak Komitet Strajkowy z Lechem Wałęsą ogłosił jego zakończenie. Wówczas - poprzez proklamowanie strajku solidarnościowego - narodziła się idea “Solidarności”, której matką została skromna suwnicowa.

Ku Wolnym Związkom Zawodowym

Zanim Anna Walentynowicz wkroczyła na wielką scenę polskiej historii walczyła w dużej mierze w pojedynkę… Nie pogodziła się nigdy z osobistą krzywdą po stracie obu rodziców i brata. Jako Anna Lubczyk protestowała przeciwko urągającym warunkom, w których jako bezdomna matka musiała wychowywać samotnie syna, wreszcie, walczyła o godne warunki pracy i życia robotników. Wiarę, że w PRL można cokolwiek zmienić wykorzystując dostępne środki i organizacje społeczne, straciła ostatecznie po Grudniu ‘70. Jej akces do powstałych w końcu kwietnia 1978 r. Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża był czymś oczywistym. O WZZ Wybrzeża dowiedziała się z Radia Wolna Europa. W połowie czerwca trafiła pod adres przekazany jej przez Krystynę Dzikowską. Poszła ze składką na działalność WZZ. Miała przy sobie 610 zł, które zebrała z kolegami w stoczni. Okazało się, że dom przy ulicy Poznańskiej w Gdańsku-Oliwie należy do Kazimierza Szołocha - jednego z przywódców Grudnia ‘70 w Gdańsku, już wówczas zaangażowanego w działalność antykomunistyczną. “Dzień dobry. Nazywam się Anna Walentynowicz. - Ciii… - ktoś, chyba Andrzej Gwiazda, kładzie palec na ustach - tutaj jest podsłuch! Strasznie się speszyłam. I tak byłam pełna kompleksów. Oni, tacy mądrzy i wykształceni, a ja, prosta robotnica, suwnicowa ze stoczni. To dopiero moje pierwsze »wejście« i już zrobiłam złe wrażenie. Przecież ja nie mam pojęcia o konspiracji! Czy zechcą mnie przyjąć? A jak mam się im przedstawić, skoro tu nie można rozmawiać, tylko wszystko trzeba pisać na karteczkach? Udało nam się jakoś porozumieć. Na tym pierwszym spotkaniu poznałam Joannę i Andrzeja Gwiazdów, Alinę Pienkowską, Edwina Myszka (TW ps. »Leszek«). Oczywiście był i Bogdan Borusewicz, i chyba Krzysztof Wyszkowski. Byłam oszołomiona. Prawie wszystkich znałam już z widzenia, słyszałam o ich konspiracyjnej działalności, a teraz byłam tu, z nimi. Podałam pieniądze Borusewiczowi, on przekazał je Myszkowi, który był skarbnikiem. Alinka Pienkowska podała mi karteczkę z informacją o miejscu i terminie następnego spotkania. Nie zadawali mi pytań. Oni wiedzieli, kim jestem. Moje »użeranie się« w stoczni nie było dla nich tajemnicą”.

Eksternistyczny kurs

Anna Walentynowicz zaangażowała się w WZZ. Już na drugim spotkaniu, w którym uczestniczyła, zaoferowała do dyspozycji swoje mieszkanie przy ulicy Grunwaldzkiej, które stało się jednym z lokali kontaktowych WZZ. Jej oddanie i aktywność w WZZ od razu została zauważona przez SB. W 1978 r. bezpieka zarejestrowała sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie “Suwnicowa”. Od tej pory aż do 1990 r. Anna Walentynowicz żyła pod nieustannym okiem bezpieki. Musiała się tego uczyć, poznawać zasady konspiracyjnego “BHP” i zachowania na tzw. bezpieczniackich dołkach (aresztach podczas tymczasowych zatrzymań i przesłuchań).

Środowisko WZZ uważało Annę Walentynowicz za czołowego działacza. Oczekiwano, że jej doświadczenie i talenty ujawnią się w pełni w czasie publicznych wystąpień. I tak się zresztą później stało. Walentynowicz poznawała zasady konspiracji, dzieje Polski, prawo pracy, krzywdzący pracowników system pracy i płacy w PRL, idee samoorganizacji społeczeństwa i antykomunistycznego oporu. To był eksternistyczny kurs prawie wszystkiego: “Kiedy, dzięki WZZ, pojawiła się szansa uzupełnienia mojej edukacji, skorzystałam z niej natychmiast. Pilnie słuchałam wykładów, czytałam lektury polecane przez wykładowców. Bogdan Borusewicz prowadził wykłady z historii Polski. To, o czym wtedy mówił, dopiero dziś pojawia się w podręcznikach. Leszek Kaczyński uczył nas korzystania z prawa pracy, wskazywał i omawiał paragrafy gwarantujące robotnikom pewne przywileje i możliwości obrony przy zatargach z pracodawcą. (Wielokrotnie korzystaliśmy potem z jego pomocy prawnej). Joanna i Andrzej Gwiazdowie objaśniali idee opozycji i organizowania samoobrony pracowniczej. Wspólnie omawialiśmy wszystkie problemy, zgłaszane przez słuchaczy. Nie było pytań bez odpowiedzi. Słuchałam i uczyłam się zachłannie”.

Była “dobrą uczennicą” i szybko przyswajała sobie zasady polityki niezależnej od władz. Ideowa, aktywna, oddana sprawie, niezwykle odważna, ciesząca się wielkim autorytetem w pracy, a poza tym niezwykle skromna, zabierająca głos wyłącznie wówczas, kiedy ma coś ważnego do przekazania - jednym słowem była dla WZZ tak cennym nabytkiem, że w krótkim czasie stała się jednym z liderów organizacji wolnych związkowców. Brała udział w spotkaniach, sygnowała swoim nazwiskiem oświadczenia, z otwartą przyłbicą “reklamowała” WZZ w pracy. Dobrze poznała wówczas środowisko trójmiejskiego ruchu oporu. Mimo pracy zawodowej w latach 1978-1980 Anna Walentynowicz brała aktywny udział we wszystkich “akcjach bezpośrednich” WZZ - odbywała podróże kurierskie do Warszawy, w pracy i “na mieście” kolportowała prasę niezależną, pisywała do prasy podziemnej, weszła w skład redakcji “Robotnika Wybrzeża”, brała udział w rozprawach sądowych Błażeja Wyszkowskiego i kolegów zwalnianych z pracy, akcjach bojkotu wyborów do Rad Narodowych i Sejmu PRL w marcu 1980 r., domagała się prawdy o śmierci Tadeusza Szczepańskiego, który zaginął w niejasnych okolicznościach w styczniu 1980 r., w czerwcu 1979 r. wyjechała na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II do Gniezna, brała udział w demonstracjach 3 maja i 11 listopada, modlitwach w intencji aresztowanych - Dariusza Kobzdeja i Tadeusza Szczudłowskiego organizowanych w kościele Mariackim w Gdańsku, ale przede wszystkim w przygotowaniu manifestacji upamiętniających ofiary Grudnia ‘70.

“I jak teraz żyć bez stoczni?”

Zaczęły się represje. Początkowo bardzo się bała. Pytała samą siebie, czy jest w stanie znosić represje i deptanie godności. Tak o tym pisze w swoich wspomnieniach: “Po tym pierwszym aresztowaniu pobiegłam z płaczem do Gwiazdów: - Ja chyba muszę zrezygnować z działalności. Nie umiem z nimi rozmawiać, są tacy podstępni i brutalni. Ja jestem taka dumna z tego, że jestem z wami, a muszę to ukrywać, żeby komuś nie zaszkodzić. Andrzej położył mi dłoń na ramieniu: - Skoro cię aresztują, to znaczy, że oni się ciebie boją. A jeśli obawiasz się, że możesz powiedzieć za dużo - nie mów wcale. Andrzej - jak zawsze - krótko i spokojnie umiał rozwiać moje wątpliwości. Już się nie bałam. Zaciskałam zęby i wiedziałam, że wytrzymam, że kiedyś musi się to skończyć”.
Represjonowano ją przede wszystkim w Stoczni Gdańskiej. Sprawa Walentynowicz ciągnęła się od października 1978 r. Wówczas to, zapewne w wyniku konsultacji z SB, w dyrekcji Stoczni Gdańskiej pojawił się pomysł skutecznego zneutralizowania i ograniczenia jej wpływu na załogę. Chodziło o stałe oddelegowanie suwnicowej Wydziału W-2 do związanych ze stocznią filialnych zakładów pracy, które miało swoje oddziały w Pruszczu Gdańskim oraz w Gdańsku-Wrzeszczu. Walentynowicz nie chciała słyszeć o odejściu ze stoczni. W wyniku perswazji przełożonych zgodziła się na czasową delegację. W kwietniu 1979 r. bezpieka po raz pierwszy omówiła z dyrekcją stoczni kwestię ewentualnego zwolnienia Walentynowicz. Podczas rozmowy z kontaktem służbowym z kierownictwa stoczni funkcjonariusz SB przekazał najbardziej intymne informacje na temat stanu zdrowia Walentynowicz, sugerując możliwość skierowania jej na rentę. Notatka SB nie pozostawia w tej sprawie wątpliwości: “Poinformowano KS, że Walentynowicz w przeszłości przebyła poważną operację narządów kobiecych oraz obecnie uskarża się na szereg innych dolegliwości zdrowotnych. W związku z tym można by wszcząć działania zmierzające do skierowania Anny Walentynowicz na rentę. KS wykazał zainteresowanie tą propozycją i stwierdził, że w najbliższym czasie omówi jej wykonanie z dyrektorem ds. pracowniczych”. Ostatecznie Anna Walentynowicz po prawie czterech miesiącach oddelegowania do “Techmoru” wróciła do stoczni.

Z dniem 1 lutego 1980 r. dyrekcja stoczni postanowiła przenieść Walentynowicz do obsługi suwnicy na terenie Stoczni Północnej (wojskowej). O przeniesieniu powiadomiono ją 30 stycznia. Zażądała więc przeszkolenia. Została ukarana upomnieniem. Dzięki pomocy prawnej Lecha Kaczyńskiego, Walentynowicz odwołała się od decyzji o przeniesieniu na inne miejsce pracy do Terenowej Komisji Odwoławczej do Spraw Pracy w Gdańsku. Starała się w dalszym ciągu robić swoje. Kolportowała ulotki i agitowała na rzecz WZZ. W sprawę włączył się Kierownik Biura ds. Osobowych i Analiz Społecznych - Zbigniew Szczypiński, który od tej pory “pilotował” sprawę Walentynowicz. 17 marca 1980 r. Szczypiński ostrzegł Walentynowicz, że jeśli raz jeszcze zakłóci porządek w pracy, to zostanie zwolniona dyscyplinarnie ze stoczni. Swoją obietnicę zrealizował 7 sierpnia 1980 r., kiedy poinformowano Walentynowicz o jej dyscyplinarnym zwolnieniu z pracy w stoczni z “powodu naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych”. “I jak teraz żyć bez stoczni? To koniec - wspominała tamte chwile - Poszłam do Gwiazdy, było tam kilku znajomych. - No, chłopcy, teraz będziecie musieli działać beze mnie. Mnie już nie ma”.

“Przywrócić Annę Walentynowicz do pracy”

O świcie we czwartek 14 sierpnia 1980 r. ulotki Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża w obronie Anny Walentynowicz pojawiły się w pociągach Szybkiej Kolei Miejskiej, na dworcach PKP, w okolicach i na terenie największych zakładów pracy. Akcja WZZ była dobrze przygotowana i skoordynowana. Udało się. Stocznia zastrajkowała. Pierwsze postulaty strajkujących składały się jedynie z trzech żądań wymalowanych na kilku dyktach: “powrotu do pracy Anny Walentynowicz”, “podwyżki płac o 1000 zł” i “dodatku drożyźnianego”. Dla Walentynowicz dynamika wydarzeń z 14sierpnia była zaskoczeniem. We czwartek 14 sierpnia z samego rana (o godz. 7) poszła na badania do przystoczniowego szpitala. Tutaj dowiedziała się o strajku na Wydziale K-3 Stoczni Gdańskiej. Na korytarzu przychodni spotkała przyjaciółkę z WZZ, pielęgniarkę Alinę Pienkowską: “Alina! Co się dzieje? A ona nic nie mówi, tylko zaciąga mnie do łazienki. Naradzamy się, co robić. Alina idzie do gabinetu, żeby sprawdzić telefony. Była tam przez minutę, ale dla mnie to wieczność. Wraca. - Chyba jest strajk. Nie działają telefony. Trzeba natychmiast zawiadomić Warszawę”.

Wróciła szybko do domu, a niebawem pod jej blok zajechał samochód dyrektora stoczni. Okazało się, że stoczniowcy zażądali natychmiastowego przyjazdu Walentynowicz do zakładu. W dyrektorskim polonezie oczekiwał już Piotr Maliszewski, wierny obrońca Walentynowicz z Wydziału W-2. “Samochód zajechał pod same drzwi i agenci nawet nie zauważyli, kiedy wsiadłam. Młodzi stoczniowcy byli bardzo podekscytowani. - Jest strajk. Powiedzieliśmy dyrektorowi, że nie zaczynamy żadnych rozmów, póki nie zobaczymy ciebie. Podjeżdżamy do bramy nr 2. - Otworzyć bramę - krzyczą stoczniowcy, a ja patrzę ze zdumieniem, jak straż przemysłowa słucha młodych robotników. Brama otwarta. Wjeżdżamy do stoczni. Serce podchodzi mi do gardła. Widzę nieprzebrane tłumy. Stoi koparka. Ludzie chcą mnie widzieć. Wdrapuję się na dach koparki. Ktoś podaje mi bukiet róż. Stoję z różami na koparce i widzę morze głów. Na transparencie ze spilśnionej płyty wypisane kredą słowa: »Przywrócić Annę Walentynowicz do pracy, 1000 złotych dodatku drożyźnianego«. Chcę coś powiedzieć, ale nie mogę. Kręci mi się w głowie”.

Włączyła się aktywnie w strajk. Podczas negocjacji z dyrekcją odważnie stawiała sprawę budowy pomnika ofiar Grudnia ‘70. Z dokumentów sowieckich wynika, że już w pierwszych chwilach protestu Anna Walentynowicz upominała się nie tylko o prawdę na temat Grudnia ‘70, ale również o zbrodni katyńskiej. Jak raportował Moskwie Konsulat Związku Sowieckiego w Gdańsku, Walentynowicz domagała się od dyrekcji zakładu zgody na budowę pomnika upamiętniającego Polaków zamordowanych w Katyniu.

“Widok godny historycznych legend”

16 sierpnia Komitet Strajkowy osiągnął porozumienie z dyrekcją. Podwyżka, tablica, gwarancje bezpieczeństwa , przywrócenie Walentynowicz i Wałęsy do pracy w stoczni… “Stałam przed salą BHP ogłupiała i bezradna” - wspominała Walentynowicz. “Wydawało się nam, że jest to zwycięstwo. Wychodziliśmy z budynku BHP, gdy nagle Alinka Pienkowska, ta kruszynka, mało tego ludka, a taka odważna, zaczęła krzyczeć: »A co z tamtymi ludźmi!?! Jak my teraz spojrzymy w oczy wszystkim, którzy nas poparli w mieście!?!«” - opowiadała w 1980 r. Pienkowska krzyczała: “Zdradziliście nas!!!”. Chwyciła Walentynowicz za rękę, mówiąc: “Ogłaszamy strajk solidarnościowy”. Najpierw pobiegły w kierunku bramy nr 3 Stoczni Gdańskiej im. Lenina, skąd tłum stoczniowców z wydziału kadłubowego kierował się na dworzec PKP Gdańsk-Stocznia. Zamknęły bramę wejściową. Pienkowska, stojąc na jakiejś plastikowej beczce, wezwała robotników do kontynuacji strajku. Później obie działaczki WZZ rozbiegły się do poszczególnych bram stoczniowych (nr 1 i 2), ale tam sytuacja była w miarę opanowana. Walentynowicz dobiegła do bramy nr 1, wychodzącej na Stare Miasto. Tam spotkała zdezorientowanego Wałęsę, szarpnęła go za rękaw, chciała przemówić. Stanęła na akumulatorowym wózku i przemówiła do robotników. Oznajmiła, że właśnie proklamowano strajk solidarnościowy. Strajk został uratowany.

Walentynowicz udała się do Gdańskiej Stoczni Remontowej, której załoga wciąż nie mogła darować decyzji Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej o zakończeniu strajku. “Podeszliśmy do bramy, którą stoczniowcy nie tylko zamknęli, ale zaspawali. Kiedy się zbliżyliśmy, oni do nas: - Wy zdrajcy, łamistrajki! Wyzywali nas od najgorszych. Bałam się, że posypią się kamienie. W ogóle nie chcieli z nami rozmawiać” - wspomina. Świadek tamtych wydarzeń Krzysztof Wyszkowski wspominał: “Pamiętam ówczesny niepokój Anny i jej próby docierania do robotników Stoczni Remontowej przez zaufanych kurierów. Wszystkie działania pozostawały bez skutków. Kierownictwo strajku w Stoczni Remontowej nakazało zaspawanie bram łączących ze Stocznią Gdańską i zakazało jakiejkolwiek łączności pomiędzy załogami. Wówczas Anna znowu zdecydowała się na zdecydowane działanie. Pod bramę »remontówki« podjechała na wózkach akumulatorowych delegacja MKS. Najpierw przemówił Wałęsa. Zza bramy odezwały się tylko gwizdy. Wtedy na dach wózka weszła Anna. Nie pamiętam ani słowa z tego, co mówiła. To, co wówczas się stało, było ważniejsze od wszelkich słów. Stałem obok wózka i patrzyłem na Annę, a po plecach przechodził mnie dreszcz i do oczu napływały łzy. Nigdy nie przeżyłem równie wstrząsającego wydarzenia i nigdy nie wyobrażałem sobie, że coś podobnego może się w ogóle wydarzyć. Na dachu wózka stała drobna kobieta przemieniona w potężną skoncentrowaną energię. Była to energia tajemnicza, zapewne dostępna tylko kobietom, ale tylko obdarzonym wielką moralną siłą i absolutnym poczuciem przeznaczenia. Siła jej krzyku, natężenie emocji, gwałtowna - tragiczna i heroiczna - wyrazistość przygiętej w kolanach sylwetki była tak wielka, tak wspaniała i sugestywna, że aż straszna. Strach było wziąć na swoje sumienie odmowę wobec jej wezwania. Po drugiej stronie bramy panowała cisza. Anna zeszła z wózka i nie byłem pewien, czy ma poczucie zwycięstwa. A następnego dnia rano biegną do sali BHP młodzi chłopcy i krzyczą: »remontówka idzie!«. I to był widok godny historycznych legend - przez most zwodzony z rozwiniętymi sztandarami maszerowały karnie uformowane szeregi w niebieskich kombinezonach”.

Bieg przez tor przeszkód

Jeszcze tego samego dnia Walentynowicz podjęła się misji zaproszenia do stoczni kapłana, który następnego dnia, w niedzielę o godzinie 9, miałby odprawić mszę św. dla strajkujących robotników. Było to niezwykle ważne dla zintegrowania strajkujących, ale też włączania w ich protest wszystkich mieszkańców Gdańska. Właśnie pod bramą stoczniową, w miejscu śmierci dwóch robotników w grudniu 1970 r. miała zostać odprawiona msza św., która w praktyczny sposób miała połączyć strajkujących z ludźmi zgromadzonymi pod stocznią. Brakowało kapłana. Jako że stocznia znajdowała się kanonicznie na terenie parafii św. Brygidy Szwedzkiej, to strajkujący poprosili o pomoc proboszcza Henryka Jankowskiego. Rozmowy z ks. Jankowskim toczyły się w dwóch turach. Proboszcz parafii św. Brygidy przybył do stoczni krótko po 18 w sobotę 16 sierpnia. Na dziedzińcu przed budynkiem dyrekcji stoczni wyraził zadowolenie z zakończenia strajku i wezwał do rozejścia się do domów. Pytany przez Szczudłowskiego i Walentynowicz o możliwość odprawienia niedzielnej mszy św. tłumaczył, że obowiązuje administracyjny zakaz odprawiania nabożeństw w zakładach pracy, a ponadto nie zezwala na to również bp Lech Kaczmarek. Zadeklarował wprawdzie możliwość odprawienia mszy św. w zakładzie, ale jedynie po uprzednim uzyskaniu zgody od wojewody i ordynariusza.
Anna Walentynowicz nie wiedziała wówczas, że wokół mszy św. toczy się misterna gra komunistów i ich tajnych służb, w którą wciągnięto biskupa gdańskiego Lecha Kaczmarka. Nikt nie orientował się również, że ks. Henryk Jankowski utrzymuje konfidencjonalne kontakty z mjr. Ryszardem Berdysem z SB. Dziś wiemy, że jej rozmowa z proboszczem parafii św. Brygidy została zrelacjonowana bezpiece. W swoim obszernym meldunku oficer SB, który przypisał ks. Jankowskiemu nr identyfikacyjny 11063, odsłonił kulisy całej sprawy: “do proboszcza parafi i św. Brygidy w Gdańsku ks. Henryka Jankowskiego (11063) zgłosili się przedstawiciele komitetu strajkowego z żądaniem, aby dnia 17 sierpnia 1980 r. odprawił na terenie stoczni nabożeństwo dla strajkujących. Ks. Jankowski nie zajął stanowiska, wyjaśniając, że sprawa ta wymaga decyzji ordynariusza bpa L. Kaczmarka. (…) W rozmowie operacyjnej z (11063), ten podał, że ordynariusz otrzymał od wojewody gdańskiego zalecenia, aby odprawione zostały dla strajkujących nabożeństwa niedzielne w kościele, a w przypadku zaistnienia sytuacji przymusowej, nawet na terenie stoczni, z zastrzeżeniem jednak, aby został do tego wytypowany rozsądny i odpowiedzialny ksiądz świecki. Stosując się do tego zalecenia wojewody, bp Kaczmarek wyznaczył (11063) do załatwienia tych spraw. (…) O 18.30 dnia 16 sierpnia 1980 r. (11063) przyjechał pod bramę nr 2 stoczni. Przedstawiciele komitetu bez żadnych wstępnych rozmów postawili przed nim żądanie odprawienia niedzielnego nabożeństwa pod tą bramą. Wybór tego miejsca strajkujący uzasadniali tym, że chcą, aby ich rodziny również mogły uczestniczyć w tym nabożeństwie. Ks. Jankowski (11063) stanął na stanowisku, że rodziny mogą iść do kościoła, oświadczając jednocześnie, że nabożeństwo może odprawić przed budynkiem dyrekcji, aby było ono dostępne również dla chorych przebywających w szpitalu stoczniowym. (…) Po spotkaniach ze strajkującymi (11063) udał się do Kurii i zdał relację bp. Kaczmarkowi. Bp Kaczmarek po wysłuchaniu relacji skontaktował się z wojewodą, informując go o ustaleniach (11063), zaznaczając jednak przy tym, że żądania strajkujących były bardzo wygórowane i oddelegowany przez niego ksiądz miałby trudności w zaspokojeniu ich postulatów. Wojewoda oświadczył, że w aktualnej sytuacji rozwiązywania się komitetów strajkowych nie ma on potrzeby odprawienia nabożeństw na terenach stoczniowych. W związku z tym bp Kaczmarek polecił (11063) odwołanie ustalonych terminów nabożeństw i odprawienie wieczornej mszy dla strajkujących w kościele. O 21.00 ks. Jankowski (11063) udał się do wspomnianych stoczni i zakomunikował im decyzję. Ok. 23.00 przedstawiciele komitetów strajkowych interweniowali u I sekretarza KW PZPR w Gdańsku i następnie zostali skierowani do wojewody gdańskiego”.

Negocjacje Anny Walentynowicz zakończyły się późną nocą (około godziny 3). Następnie partyjny sekretarz, wojewoda i biskup gdański porozumieli się w sprawie mszy św., choć jeszcze z rana 17 sierpnia delegacja z Walentynowicz na czele kursowała między kurią, Urzędem Wojewódzkim a kościołem św. Brygidy, przełamując ostatnie przeszkody. Strajkowa niedziela mocno utkwiła w pamięci Anny Walentynowicz. Najpierw wielkie wyzwolenie, a później znów strach i pytanie: co będzie dalej? Z jednej strony wyjątkowe, publiczne świadectwo wiary Polaków, spowiadający się i przystępujący do komunii św. robotnicy, poczucie wspólnoty, zjednoczenia i siły. “Płakałam, bo jeszcze nigdy nie przeżywałam tak głęboko radości z uczestniczenia w nabożeństwie; cieszyłam się za tych wszystkich, którzy powrócili do Boga; czułam ogromną ulgę, że udało się pokonać »tor przeszkód« i wymusić zgodę tych, co rządzą, na odprawienie Mszy świętej w stoczni” - wyzna później Walentynowicz.

Drobna kobieta w okularach

W nocy z 16 na 17 sierpnia 1980 r. powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a Anna Walentynowicz weszła w skład jego prezydium. “Pracę w Komitecie Strajkowym uważałam za służbę dla ludzi” - powiedziała po latach. Tak rzeczywiście było. Suwnicowa z W-2 była dosłownie wszędzie. Robiła kanapki i służyła robotnikom, przyjmowała delegacje pracownicze z całego kraju, trzymała pieczę nad funduszem strajkowym i składkami na pomnik Ofiar Grudnia ‘70, udzielała wywiadów i tłumaczyła sens sierpniowego zrywu, twardo egzekwowała ustalone zasady protestu (zakaz opuszczania zakładu, prohibicja), brała udział w modlitwach (prowadzonych głównie przez dzielne działaczki RMP - Magdalenę Modzelewską i Bożenę Rybicką), odwiedzała strajkujące załogi innych zakładów i negocjowała warunki porozumienia. Słowem - była niezastąpiona, a jednocześnie jak zawsze skromna. “Spałam najpierw na podłodze, potem na wycieraczce, aż wreszcie w fotelu i to był awans” - pisała w pamiętnikach. - “Śpię skulona na fotelu. Śni mi się straszna wichura. Chowam się pod drzewem, drzewo trzeszczy złowrogo, zaraz mnie przygniecie, a ja nie mogę ruszyć ręką ani nogą. Aż nagle budzę się. Nade mną stoi wysoki mężczyzna, to zachodni dziennikarz robi mi zdjęcia. Potem widziałam takie zdjęcia w holenderskiej gazecie. Śpię skulona w fotelu”. Stała się wówczas ikoną Sierpnia ‘80. Drobna kobieta w okularach, z upiętymi długi włosami, w sweterku, dyskutująca z robotnikami, rozmodlona, otwierająca puszki i przyrządzająca kanapki - tak uwiecznili ją filmowcy i fotoreporterzy przebywający w stoczni.

Podobnie jak w czasach WZZ tak i teraz ingerowała i wypowiadała się tylko wówczas, kiedy była jakaś ważna sprawa do załatwienia, sprawa, na której się znała i była jej szczególnie bliska. Dlatego też podczas negocjacji z Komisją Rządową (z wielkim zapałem stawiała sprawę urlopów macierzyńskich, regulacji w kodeksie pracy, praw pracowniczych i akordu. Nie stroniła również od spraw największego kalibru - publicznie wobec wicepremiera Mieczysława Jagielskiego stawała w obronie aresztowanych działaczy KSS KOR, WZZ, ROPCiO i RMP i domagała się poszanowania praw człowieka w PRL, upominała się o budowę pomnika Ofiar Grudnia ‘70, legalizację Wolnych Związków Zawodowych, a nawet opowiadała się za zniesieniem cenzury. Nie bała się i nawet wątpliwości niektórych doradców, którzy straszyli interwencją sowiecką, nie były jej w stanie powstrzymać. Zyskała powszechny podziw i uznanie. Była otwarta i znajdowała czas dla każdej delegacji przybyłej do stoczni. “Tłumy dziennikarzy z całego świata, kamery telewizyjne. Idą za mną, szukają wygodnego fotela. Czy potrafię z nimi rozmawiać? Nie pamiętam, co mówiłam - wspominała kilka lat później. - Podszedł uśmiechnięty Bogdan Borusewicz. - Pani Aniu, mówiła pani tak, jakby robiła to pani przez całe życie”.

W niedzielę 31 sierpnia bardzo zmęczona, ale i szczęśliwa Anna Walentynowicz mogła wreszcie wrócić do swojego małego mieszkanka w Gdańsku-Wrzeszczu. Ostatnia opuszczała stocznię: “Koniec strajku. Wałęsa wsiada do samochodu księdza Jankowskiego. Ludzie niosą samochód… Ja wychodziłam ze stoczni ostatnia. Tak po kobiecemu czułam się odpowiedzialna za to, co zostało, za te ryzy papieru, materace, koce. Przecież trzeba to wszystko gdzieś przewieźć, zabezpieczyć. Towarzyszy mi jak zwykle Alinka. Idziemy do dyrektora. Ten dzwoni: - Natychmiast wóz do dyspozycji pani Walentynowicz. Na jak długo? Na tak długo, jak to będzie konieczne. A więc jednak coś się stało. To już nie jest ten sam świat. Wóz dyrektora do mojej dyspozycji i to moje nazwisko w jego ustach wypowiedziane w szacunkiem, a nie jak przekleństwo. Zabieram z bramy dwa portrety papieża i jeden nieduży obraz Matki Boskiej, który potem zaniosłam do MKZ-u. Jest godzina 21. Pada deszcz”.

“Już nie trzeba się bać”

Wielki Strajk dobiegł końca. “Już nie trzeba się bać” - westchnęła Anna Walentynowicz. Czuła się tak, jakby ukończyła pewien etap drogi. Powtarzała sobie i innym, że od teraz będzie przede wszystkim “czuwać, aby nie było ludzi skrzywdzonych, aby podać rękę każdemu, który nie umie sobie poradzić”. “Może sama zbyt wiele łez wylałam w życiu, chciałabym, żeby z mojego powodu ktoś choć o jeden raz w życiu więcej się uśmiechnął”. Miała pełne prawo powiedzieć później: “Byłam kroplą, która przepełniła kielich goryczy. Ale nie tylko ja nią byłam, moje bohaterstwo polegało na tym, że po prostu wytrzymałam, nie oddałam tego walkowerem. A mogłam znieść to wszystko tylko dzięki temu, że powstały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża i grupa ludzi pomogła mi przetrwać”.
Walentynowicz została etatowym związkowcem. Na wniosek Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego od 3 września 1980 r. została formalnie urlopowana bezpłatnie do pracy związkowej. Już następnego dnia Prezydium MKZ powierzyło jej związkowe finanse i dział interwencyjny.

Szlachetność i niezłomność Walentynowicz była niewygodna dla władz, bezpieki a nierzadko również dla kolegów z NSZZ “Solidarność”. Jednym z celów bezpieki od początku istnienia “Solidarności” była marginalizacja Walentynowicz. Mimo jej wielkich zasług i powszechnego szacunku, już na przełomie 1980 i 1981 r. Wałęsa i jego stronnicy robili wszystko by zmarginalizować Walentynowicz. Była związana z “gwiazdozbiorem”, w okresie tworzenia “Solidarności” pilnowała publicznych pieniędzy i sporo wiedziała o kulisach działalności związkowej. Poza tym, w 1979 r. usłyszała w Wolnych Związkach Zawodowych o zaskakującym wyznaniu Wałęsy, który w mieszkaniu Gwiazdów przyznał się do związków bezpieką po Grudniu ‘70. Była więc groźna. Tej rywalizacji przyglądała się bezpieka, która w sporze Wałęsa-Walentynowicz stała po stronie elektryka. Już w styczniu 1981 r. analitycy Departamentu III “A” MSW przygotowywali bezpiekę do zasadniczego starcia wewnątrz “Solidarności” pomiędzy nurtem “umiarkowanym i kompromisowym związanym z osobą Lecha Wałęsy” a “konserwatywno-radykalnym, bardziej awanturniczym zgrupowanym wokół osoby Andrzeja Gwiazdy”. Do grupy Gwiazdy zaliczano rzecz jasna Annę Walentynowicz. Co ciekawe już wówczas SB dość precyzyjnie zarysowała płaszczyznę konfliktu w kierownictwie gdańskiej “Solidarności”: “Na skutek powstałych różnic poglądów w łonie MKZ Gdańsk, jego przewodniczący Lech Wałęsa dąży obecnie do uzdrowienia zaistniałej sytuacji, mając główny cele wyeliminowanie z grona MKZ ludzi nieukładnych, którzy nie podporządkują się w działaniu jego kierownictwu. Chodzi mu głównie o Annę Walentynowicz, której w ostatnich dniach oświadczył, aby sama zrezygnowała z działalności w Związku, gdyż nie przyczynia się ona do podnoszenia jego autorytetu, a swym nierozważnym postępowaniem, nieakceptowanym przez niego podejmuje samowolne działanie”.

Tak więc zaledwie kilka miesięcy po Wielkim Strajku i narodzinach “Solidarności” zapadł polityczny wyrok na Annę Walentynowicz. Gorycz upokorzenia i swoje krzywdy ofiarowała Panu Bogu. Mówiła o tym z przejęciem na spotkaniu w Gorzowie Wielkopolskim w czerwcu 1981 r.: “Jedynym moim argumentem i to, co mnie trzyma, to jest obrazek Jezusa, który zawsze noszę przy sobie w portmonetce. Kiedy ją używam, otwieram i mówię: Boże uczyń moją twarz nieczułą na oszczerstwa. Jeżeli ten człowiek potrafił znieść wszystkie obelgi, pluto na niego, bito go, policzkowano, a on powiedział »jeśli mówię nieprawdę, to mi udowodnij, a jeśli nie, to dlaczego mnie bijesz«. Zawisnął na krzyżu najniewinniejszy z niewinnych”.

Sławomir Cenckiewicz
****

Piątek - bez słońca - apel biskupuw i księży - życie live….

Witam serdecznie w szary,mokry piątkowy dzionek 27 sierpnia AD 2010.
Za oknem szare niebo zroszony deszczem świat,wieje lekki wiatr,a temperatura w ogrodzie plus osiemnaście stopni celsjusza.
Od rana lukam na klango i na dzień dobry łyk szklanki wody z kranu z sokiem wyciśniętej cytryny,smakuje mi ta mikstura.
Brzoskwinie o których napisała Asia sprawiło że w wyobraźni pałaszowałem je,a sok kapał mi po brodzie he he.
Sikoreczka przygotowała moją dawkę śniadaniową tradycyjną,która zniknęła jak kamfora.
Gabriel powoli przygotowuje się do szkoły,ma już książki,pozostały tylko do kupienia zeszyty i okładki na zeszyty,no i szkoła w zasięgu wzroku,bo w nadchodzącą środę.
Koniec lenistwa i zabaw przez cały dzień.
Już się Gabriel cieszy że idzie do szkoły i będzie z kolegami.
Jutro na basenie impreza zakończenia lata,oby pogoda dopisała.
Telewizornia w odwodzie i na razie nie luka tam.
Apel z naszego dziennika
***

Piątek, 27 sierpnia 2010, Nr 200 (3826)
wersja do druku bez polskich znakow

Pierwsza strona Polska Świat Wiara Ojców Myśl jest bronią Sport Ostatnia strona Dodatek historyczny IPN

Księża biskupi wzywają do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej

Zacznijcie słuchać Narodu!

Trzeba słuchać serca i sumienia Narodu, który czeka na decyzje w sprawie godnego upamiętnienia tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej pod Katyniem. Z takim apelem do rządzących polityków, w rękach których jest klucz do rozwiązania konfliktu wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim, zwrócił się wczoraj w czasie uroczystości na Jasnej Górze ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Czy prezydent, premier, władze Warszawy usłyszą ten głos Kościoła? Wczoraj przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski przesłał osobisty list do najważniejszych osób w państwie z wezwaniem, aby włączyły się w inicjatywę powołania komitetu budowy pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej.

Warunkiem zakończenia sporu wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim jest podjęcie wreszcie decyzji o budowie pomnika upamiętniającego tych, którzy zginęli tragicznie 10 kwietnia br. w katastrofie samolotu rządowego. Podkreślili to pasterze Kościoła w Polsce, którzy obradowali na Jasnej Górze w ramach zebrania Rady Biskupów Diecezjalnych Konferencji Episkopatu Polski, a wczoraj wzięli udział w uroczystościach ku czci Matki Bożej Częstochowskiej. Do sprawy krzyża, którego godność i świętość zagrożone są ze strony tzw. obrońców tolerancji, nawiązał w homilii ks. abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański. Przypomniał, że Episkopat Polski podkreślił potrzebę wzniesienia “pomnika ofiar smoleńskiej tragedii, godnego ich ofiary i godnego służby Polsce”. - Ileż polskich serc jest wciąż nią poruszonych! Ile wciąż ta tragedia niesie pytań, wątpliwości - znacie je dobrze. Wielu z was było uczestnikami tamtych dni bólu i żałoby - mówił ks. abp Głódź. Zwrócił uwagę, że w wielu sercach obudziło się wówczas przekonanie, iż ta tragedia stanie się swoistym “dzwonem na trwogę”. - Wiele odmieni w polskim życiu publicznym, że usunie z niego język agresji, potwarzy, kalumnii… A do dziś nie padło słowo “przepraszam” wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, aby zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości? - pytał metropolita gdański. Podkreślił jednocześnie, że dziś naszej Ojczyźnie nie służy “dawny język politycznego dyskursu, arogancja, jednostronność, pewność siebie”. Bardzo krytycznie ocenił niektóre środki społecznego przekazu, zwracając uwagę, że wiele mediów “straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy”. Rada Biskupów Diecezjalnych w czasie swoich obrad także zwracała uwagę, że część mediów przyczyniła się do podsycania konfliktu przed Pałacem Prezydenckim.
- Nie należy pasterzy Kościoła czynić odpowiedzialnymi za wyjście z tej sytuacji - podkreślał wczoraj ks. abp Sławoj Leszek Głódź, nawiązując do sporu o krzyż. Jednocześnie przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski ks. abp Józef Michalik skierował wczoraj osobisty list do najważniejszych osób w państwie, apelując o podjęcie działań mających na celu rozwiązanie sytuacji, która wytworzyła się wokół tego znaku ustawionego przez harcerzy na Krakowskim Przedmieściu. - Jest to zwięzły list, który apeluje o podjęcie działań, aby rozwiązać ten konflikt społeczny, a jeszcze bardziej polityczny, jaki wytworzył się wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim - podkreślił w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu, dodając, że do listu załączony został także komunikat Rady Biskupów Diecezjalnych.
Rzecznik Episkopatu wyjaśnił, że ks. abp Józef Michalik skierował listy do prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu, premiera, liderów wszystkich ugrupowań politycznych obecnych w parlamencie, a także do prezydent Warszawy. - To kolejne działanie, tym razem ze strony przewodniczącego Episkopatu, w formie prośby o włączenie się wszystkich stron do powołania komitetu budowy pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej. Myślę, że jest to dzieło wykonalne - stwierdził ks. Józef Kloch.
Dzień wcześniej ks. abp Michalik po obradach Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze podkreślał, że budowa pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej jest warunkiem rozwiązania konfliktu, który trwa w Warszawie przy krzyżu pod Pałacem Prezydenckim. Czy ten głos Episkopatu zostanie usłyszany przez władze? Na razie trudno być tu optymistą. Rzecznik rządu Paweł Graś nazwał stanowisko Kościoła nieodpowiedzialną postawą. - Jeśli komunikat biskupów diecezjalnych przypomina rzecznikowi rządu zaniechanie działań ze strony Episkopatu, to znaczy, że poruszamy się na różnych poziomach racjonalności. Jestem zdumiony wypowiedzią rzecznika rządu - podkreślił, komentując te zarzuty, ks. Kloch. Także prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz raczej nie wesprze inicjatywy biskupów. Wczoraj poinformowała, że zgodnie z opinią stołecznego konserwatora zabytków niemożliwe jest postawienie jakiegokolwiek pomnika na Krakowskim Przedmieściu, gdyż zaburzyłoby to klasycystyczny charakter tej ulicy.
Nic zatem dziwnego, że w homilii wygłoszonej wczoraj w czasie uroczystej Sumy odpustowej na Jasnej Górze, u stóp Królowej Polski, ks. abp Sławoj Leszek Głódź piętnował powrót do dawnego języka politycznego dyskursu i arogancję. Kaznodzieja zaznaczył, że w życiu społecznym i politycznym potrzeba więcej ludzi sumienia, którzy “okolicznościom się nie kłaniają i nie zostawiają prawd za drzwiami, co nie wyznają przykazań parzystych, a nieparzyste odsuwają na bok”. Metropolita gdański mówił też, że skuteczności służby dla Ojczyzny nie zmierzy się słupkami sondaży opinii publicznej, odkładaniem obietnic, projektami ustaw, których wprowadzenie naruszy ład sumień i zaneguje nauczanie Kościoła. Wskazywał też, że “in vitro nie jest palącym zagadnieniem dnia, a Warszawa, miasto, w którego bruki wsiąkło tak wiele powstańczej, polskiej krwi, przelanej dla świętej sprawy wolności, nie powinno być areną wrzaskliwych parad promujących moralny indyferentyzm”. Homilię ks. abp Głódź zakończył wezwaniem: “Matko Boża z Wieczernika, w Duchu Świętym rozmodlona, spraw, niech w Polsce zło zanika i przemiana się dokona. Niech przemiana się dokona!”.
Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej na Jasnej Górze jak co roku miała przede wszystkim charakter dziękczynienia za szczególną rolę Maryi w dziejach Narodu. Była też wyrazem czci dla Matki Bożej w Jej Jasnogórskim Wizerunku. Kilkadziesiąt tysięcy wiernych w czasie Mszy św. tradycyjnie ponowiło Jasnogórskie Śluby Narodu, których autorem jest Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński. Eucharystii z udziałem przedstawicieli Episkopatu Polski przewodniczył Prymas ks. abp Józef Kowalczyk.
Tradycyjnie na te obchody na Jasną Górę docierają liczne pielgrzymki piesze. Jak poinformował generał zakonu paulinów o. Izydor Matuszewski, tylko 25 sierpnia, w wigilię uroczystości, przybyło prawie 40 grup pątniczych, czyli ok. 36 tys. pielgrzymów. Od początku sezonu, tzn. od 22 maja, przybyły 243 piesze pielgrzymki, a w nich prawie 140 tys. osób.
Małgorzata Pabis

W dziale:

Księża biskupi wzywają do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej

Zacznijcie słuchać Narodu!

Sprawa krzyża parawanem dla działań władz

Nieodpowiedzialni mówią o odpowiedzialności…

Ku czci Matki Teresy
***

Czwartek - święto.M.B Częstochowskiej - życie live ..

Witam serdecznie w czwartkowy poranek 26 sierpnia AD 2010.
Od rana spacerek po zakupy do pana Ferca i do FHK,by śniadanko przygotować.
Dla mnie świetna pogoda,czuję już dobrą koordynację w oriętacji przestrzennej i bardzo dobrze mi się chodzi.
Rześkie powietrze plus osiemnaście stopni celsjusza,niebo z chmurami przez które prześwieca słoneczko.
Dzisiaj raczej basenu nie będzie,ale czeka mnie kilka spacerów na które chętnie się wybiorę.
Troszeczkę lewa noga pod stopą mnie pobolewa,ale rozchodzi się.
Dzisiaj wypłata,więc spacer nie odzowny i zalecany he he idę z Gabrielem.
Fajnie mi się z nim chodzi i rozmawia,ma bardzo ciekawe spostrzeżenia z otaczającego nas świata.
Bardzo celnie określa ludzi,którzy do nas trafiają,bacznie obserwuje i przyznam słucham jego dorad.
No cóż tworzymy grupkę w której schłuchamy się wszyscy rad nawzajem.
Życia trzeba uczyć od małego i nie uciekać od problemów,a być uczciwym w relacjach,to cementuje nawet przy różnicy zdań.
Wysłuchałem sobie dzisiaj dzwonu ósmej godziny u ojców franciszkanów,który za każdym razem inaczej brzmi.
Wcześniej rano wstałem i sam sobie zrobiłem kawę,bo tak mnie ssało,to dla mnie wyczyn,bo trzeba znaleźć kawę,zagotować wodę to najłatwiejsze no i dolać mleka i trafić z tym wszystkim do kubka he he.
To wszystko mi się udało i smakowało.
Pomyślałem o jajecznicy,ale to już majstersztk,by z jajkiem trafić w batelnię,to zrobi mi Gabryś,który lubi kucharzć.
Z grzankami z czosnkiem - rewelacja.
Dzisiaj odpuściłem śniadanko grysikowo owocowe dla płodo zmianu.
Dzisiaj JK48 jedzie do Wrocławia na pokolejny zastrzyk zdrowia,trzymam za niego kciuki,bo go lubię.
Dzisiaj święto M.B Częstochowskiej i ciekawa historia z www.bibula.pl
****

Dziś święto Matki Boskiej Częstochowskiej
Aktualizacja: 2009-08-26 10:03 am

26 sierpnia Kościół katolicki obchodzi święto Matki Bożej Częstochowskiej. W Polsce to jedno z najważniejszych świąt Maryjnych. Na ten dzień na Jasną Górę, do Czarnej Madonny, zmierzają pielgrzymi z całej Polski, najczęściej w pieszych pielgrzymkach.

Obraz ma długą i dramatyczną historię i jest nierozłącznie związany z dziejami naszej Ojczyzny. Według podania, powstał na desce ze stołu, przy którym posiłki jadała Święta Rodzina. Obraz namalowano prawdopodobnie między VII a XIII wiekiem. Nieznany jest jego autor, przypuszcza się, że to malarz włoski lub bizantyjski.

Do Polski przywiózł wizerunek Madonny książę Władysław Opolczyk. Jak mówi podanie, książę Władysław chciał przewieźć obraz do Opola, ale gdy zatrzymał się w Częstochowie, konie nie chciały ruszyć z miejsca. Uznając to za znak Boży, książę zostawił ikonę w klasztorze paulinów.

W 1430 r. sanktuarium zostało napadnięte przez grupę przestępców dowodzonych przez polską szlachtę. Wówczas - jak podaje Długosz - obraz został zniszczony i sprofanowany: “Sam nawet obraz Najchwalebniejszej Pani naszej odarli z złota i klejnotów, którymi go ludzie pobożni przyozdobili. Niezaspokojeni łupem, oblicze obrazu mieczem na wylot przebili, a deskę, do której wizerunek przylegał, połamali, tak iż zdawało się, że to nie Polacy, ale Czesi kacerze dopuścili się czynów tak srogich i bezbożnych. Po dopełnieniu takowego gwałtu, raczej skalani zbrodnią niż zbogaceni, z niewielką zdobyczą pouciekali” - pisze Jan Długosz. Obraz został wówczas poddany renowacji przez króla Władysława Jagiełłę i otrzymał srebrne blachy i korony.

Według innych podań, ślady na twarzy Madonny pochodzą z czasu, który obraz był na zamku Bełzie. Gdy zamek napadli Tatarzy, jeden z nich przestzelił obraz strzałą i do dziś widać dwie rysy na twarzy Matki Bożej.

Obraz od początku pobytu na Jasnej Górze otaczany był szczególną czcią, o czym świadczą choćby liczne wota przywożone dla Czarnej Madonny.

Wielką sławę i cześć w całej Polsce obraz zyskał po odparciu oblężenia Jasnej Góry przez Szwedów w 1655 r. Obrońcy modlili się wówczas do CZarnej Madonny, a w 1656 r. Jan Kazimierz ślubował we Lwowie Matce Bożej i ogłosił ją Królową Korony Polskiej. Po odparciu najazdu szwedzkiego to Matce Bożej Jasnogórskiej składał podziękowania za obronę Narodu Polskiego.

Po 1945 r. kult Matki Bożej stał się symbolem przywiązania Narodu Polskiego do wiary i Kościoła. W 1956 r., w 300-lecie słynnych ślubów Jana Kazimierza, Ks. Prymas Stefan Wyszyński ponownie zawierzył Matce Bożej Naród Polski.

Podczas obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski obraz, który peregrynował wówczas po kraju, został aresztowany przez władze komunistyczne. Nie przeszkodziło to wiernym, a podczas kolejnych nabożeństw zostawiano dla Pani Jasnogórskiej pusty tron, na którym umieszczano puste ramy. Przez 6 lat obraz był uwięziony na Jasnej Górze, mimo że cały czas trwała peregrynacja. Dopiero w 1972 r. w tajemnicy przewieziono Go do diecezji sandomierskiej. Komuniści nie odważyli się wówczas ponownie Go aresztować.

Na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej z całej Polski zmierza dziś tysiące pielgrzymów, Jej zawierzając swoje troski i dziękując za otrzymane od Niej łaski.
****

Środa słoneczna - Muzyczna Cyganieria - życie live…

Witam serdecznie
W środowy dźonek 25 śerpnia AD 2010.
Słoneczko dzisiaj zagląda od samego rana przez okno.
Będzie fajny dzionek śniadanko schrupane no i do roboty.
Trzeba poukładać trochę dokumętów potrzebnych i mało czasu zostaje dzisiaj na lukanie na Klango myślę żę dzisiaj znajdziemy czas na wypad na basen nasz miejski bo lato powoli cchyli się do jesieni i czas na kąpanie nie warto marnować.
Telewizornia znowu w odstawce i narazie nie mam ochoty jej włanczać.
Podobał mi się jak Marek w weselach w czasie wycieczki na krym o której dzisiaj napisał.
Dzisiaj wieczorem Muzyczna Cyganeria w PRWrocław.
To dla ciekawych muzyki jaką prezętuje Leszek Kopeć.
Trochę zalegam z korespondencją i musicie poczekać.
Winogron powoli rośnie na dobre wino czerwone.
Narazie niebyło nic super ciekawego ale kto wie ?????

Następna strona »